Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 kwietnia 2015

Babka cytrynowa

Żółciutka i puszysta, pachnąca masłem i cytryną, odpowiednio wilgotna, ale też w sam raz krucha - taka jest właśnie ta babka cytrynowa. Nic więc dziwnego, że utrata przepisu na nią (długa historia) była jedną z moich dotkliwszych życiowych utrat. Jednak w te święta udało mi się zrekonstruować przepis na nią, czym wszyscy się radujmy! Zapisuję go tutaj, aby służył też innym i nigdy już nie zaginął.

Przy okazji: jeśli ktoś z Was w marcu 2004 lub 2005 roku dostał ode mnie maila z przepisami na kilka ciast (w formie załącznika .doc) - będę serdecznie wdzięczna za odesłanie mi tych przepisów. Są to cenniejsze od złota receptury, które zbierałam latami i za którymi bardzo tęsknię.

Zdj. by R.
SKŁADNIKI CIASTA:
2 szklanki mąki krupczatki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki imbiru (w proszku)
1/4 łyżeczki soli
masło do smarowania formy
mąka (też krupczatka) do wysypania formy
1 kostka (200 g) miękkiego (ogrzanego) masła
1/2 szklanki jasnego brązowego cukru
1 szklanka cukru pudru
4 jajka
otarta skórka z 1/2 cytryny
sok z 1/2 cytryny (ok. 50 ml)
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii

SKŁADNIKI LUKRU:
sok z 1/2 cytryny
otarta skórka z 1/2 cytryny
ok. 1 szklanka cukru pudru

WYKONANIE:
Nagrzewamy piekarnik do 180 st. C.
W miseczce mieszamy mąkę, proszek do pieczenia, imbir i sól, odstawiamy.
Dokładnie smarujemy formę na babkę masłem, po czym obsypujemy mąką. (Jeśli mamy foremkę, która tego nie wymaga - nie robimy tego). Tak przygotowaną foremkę odstawiamy w chłodne miejsce.
W makutrze lub mikserze ucieramy masło. Dodajemy brązowy cukier i ucieramy dalej (najlepiej - aż cukier przestanie być widoczny). Następnie dodajemy na zmianę jajka (po jednym) i cukier puder. Jeśli nie używamy ekstraktu waniliowego, tylko cukier waniliowy - dodajemy go teraz. Ucieramy, aż składniki połączą się, a masa będzie puszysta.
Dodajemy skórkę z cytryny i ekstrakt waniliowy. Nie przerywając ucierania dodajemy stopniowo mąkę (z dodatkami) i sok z cytryny.
Ciasto przekładamy do formy i wstawiamy do nagrzanego piekarnika na ok. 40 minut. Jest gotowe, kiedy patyczek wsadzony w środek wychodzi czysty.
Po upieczeniu pozwalamy ciastu przestygnąć, a w międzyczasie przygotowujemy lukier ucierając razem wszystkie składniki. Może się okazać, że trzeba dosypać więcej cukru pudru, lukier musi być dość gęsty.
Delikatnie wyjmujemy ciasto z formy (czasem dobrze jest nożem podważyć brzegi). Polewamy lukrem i zostawiamy do zupełnego wystygnięcia.

WARIACJE:
Ciasto można wykonać w formie babeczek (muffinków). Papilotki wypełniamy wtedy w 2/3 ciastem i pieczemy krócej - zależnie od wielkości babeczek, zazwyczaj 20-30 minut.

niedziela, 26 maja 2013

Jak zrobić ciasto bez mąki?

Sure we can!
Z pytaniem w tytule postawionym tak śmiało musiałam zmierzyć się pewnego wieczoru, kiedy mając już w misce wszystkie składniki ciasta kaliszańskiego z wyjątkiem mąki z trwogą skonstatowałam, że tej ostatniej nie mam. Jakoś podstępnie wyszła, a przecież zawsze jest. Wieczór był późny, okoliczne sklepy zamknięte, sąsiedzi niezaprzyjaźnieni, a całodobowe Tesco w kinie Świt zbojkotowane i co tu robić?
Nie myśląc wiele przejrzałam zawartość szuflad i zamieniłam dwie szklanki mąki z przepisu na dwie szklanki bułki tartej plus paczkę budyniu bez cukru o neutralnym smaku. I co? I wyszło. Polecam dla urozmaicenia, ciasto jest równie pyszne, a ma ciekawą fakturę.
Jaki morał płynie z tej opowieści? Raz, żeby przygotować składniki przed przystąpieniem do gotowania/pieczenia, a dwa, że jak się ma mózg na miejscu, to z wielu sytuacji można wyjść obronną ręką w której niesie się nowe doświadczenie.

niedziela, 24 marca 2013

Placek kaliszański vel ciasto amerykańskie

Jedna strona moich stron
Każdy ma takie miejsce, gdzie jego czy jej bursztynowy świerzop i dzięcielina pała i takie przepisy, które od zawsze były w rodzinie, choć nikt ich nigdy nie spisał.

U mnie w domu ciasta nazywało się plackami, choćby nie wiem, jak były wysublimowane. Od kiedy decyduję o sobie zdecydowałam też używać raczej słowa 'ciasto', bo placek to z językowego punktu widzenia coś raczej plaskatego, jak pita czy placek ziemniaczany. Placek kaliszański to ciasto, które tak nazywaliśmy jako dzieci i tak jakoś zostało, choć - jak się potem okazało - przepis wcale nie pochodził z Kaliszan, tylko od kogoś, kto przywiózł go ze Stanów. Co też trudno potwierdzić, ale tak słyszałam. No i moja mama robiła go zawsze "na oko", czego i ja się nauczyłam. Ale dziś, po raz pierwszy w życiu, po jakichś piętnastu latach pieczenia tego placka, postanowiłam specjalnie dla was opracować proporcje.

Polecam ten przepis wszystkim, bo ciasto jest pyszne, a zwłaszcza początkującym, nawet tym, którzy nie upiekli nigdy niczego oprócz gotowego ciasta francuskiego, bo chyba się jeszcze nie zdarzyło, żeby placek kaliszański nie wyszedł. Polecam go też ze względu na ogromną ilość możliwych modyfikacji. Poniżej przedstawię przepis oryginalny, a potem przykładowe wariacje.

SKŁADNIKI:
6 jabłek obranych i pokrojonych w cienkie plasterki
1 - 1 1/2 szklanki cukru (zależy, czy jabłka słodkie i czy lubimy słodkie)
1 łyżeczka cukru wanilinowego lub esencji waniliowej
3 łyżki kakao
1 szklanka posiekanych grubo orzechów włoskich
3 jajka
szczypta soli
1 szklanka oleju
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
2 szklanki mąki
tłuszcz do nasmarowania foremki

duża miska, mała miska, łyżka, trzepaczka do jajek, duża płaska foremka do pieczenia

WYKONANIE:
Obrane i pokrojone jabłka w dużej misce zasypujemy cukrem. Dodajemy też cukier wanilinowy lub esencję (ja używam ostatnio pure vanilla extract). Mieszamy, żeby jabłka pokryły się cukrem i odstawiamy na jakiś czas. Powiedzmy, że pół godziny, ale jeśli będzie mniej lub więcej, to też OK. Jabłka w tym czasie puszczą sok.
Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, smarujemy foremkę tłuszczem (można też wysypać mąką jak ktoś lubi).
W małej misce ubijamy jajka z odrobiną soli. Nie na sztywną pianę. Po prostu na jakąś pianę. Moja mama tego nie robiła i wbijała jajka prosto do jabłek, ale ja ubijam i mam jedną miskę do mycia więcej oraz spokój duszy, że nie znajdę potem w cieście kawałka jajka jak z jajecznicy.
A teraz wszystko, co tam jeszcze mamy: olej, jajka i suche składniki wrzucamy do jabłek i mieszamy łyżką, żeby to, co jest między jabłkami wyglądało jednolicie. Jak ciasto (dla tych, co wiedzą, jak wygląda ciasto).
Masę wywalamy do foremki, za pomocą łyżki rozprowadzamy równomiernie i wkładamy do piekarnika. Pieczemy aż się upiecze. Proponuję sprawdzić po 30 minutach. Sprawdzamy wbijając w środek patyczek. Jeśli wyjdzie oblepiony ciastem, to jeszcze trzeba potrzymać. Jeśli nie masz wprawy, sprawdzaj teraz co jakieś pięć minut. Jeśli masz wprawę, to co ja ci tu będę.

WARIACJE:
1. Na biednie - bez orzechów.
2. Na bogato - zamiast oleju roztopione masło, zamiast białego cukru - jasny cukier brązowy, albo przynajmniej pół na pół; można też dodać innych bakalii, np. rodzynek, skórki pomarańczowej. Miks masła i oleju też się sprawdza.
3. Korzennie - zamiast kakao dajemy przyprawy korzenne np. cynamon, imbir, gałkę muszkatołową. Można wtedy obyć się bez orzechów.
4. Owocowo - kombinujemy z owocami, np. można dać jabłka plus gruszki albo jabłka plus mango; wtedy lepiej zrezygnować z kakao.
5. Bez mąki - czytaj tutaj.
I tak dalej.

sobota, 3 listopada 2012

Lebkuchen czyli piernik norymberski

Smak norymberskich pierników na opłatku możesz mieć teraz w domu! Kiedy znalazłam ten przepis w amerykańskiej książce kucharskiej (wiadomo, Ameryka to tygiel kulinarny) omal nie oszalałam z radości. Od tej pory Lebkuchen towarzyszy nam w każde święta Bożego Narodzenia. 

SKŁADNIKI
Ciasto
2 1/4 szklanki przesianej mąki
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki zmielonych goździków
1/2 łyżeczki zmielonego ziela angielskiego
1/4 łyżeczki startej gałki muszkatołowej*
1/2 szklanki ciepłej, bardzo mocnej kawy (parzonej, a nie rozpuszczalnej!)
1/2 szklanki miodu (do pierników polecam spadziowy lub wrzosowy)
1/4 szklanki (ok. 100 g) masła
1/2 szklanki ciemnego brązowego cukru
1 duże jajko
1/4 szklanki kandyzowanej cytryny 
1/4 szklanki kandyzowanej skórki pomarańczowej
1/4 szklanki kandyzowanej skórki cytrynowej
3/4 szklanki posiekanych migdałów
Polewa pomarańczowa
1 1/2 szklanki cukru pudru
3 łyżki wody lub soku z pomarańczy
otarta skórka z ok. 1/2 pomarańczy

* prawdopodobnie już to pisałam, ale napiszę jeszcze raz, bo ktoś mógł nie czytać: gałkę kupujemy bezwzględnie całą i trzemy na tarce tuż przed użyciem. Substancje aromatyczne (a o aromat przecież nam chodzi) w gałce są lotnej natury, wyparowują więc bardzo szybko. Gałka kupiona w formie tartej, nawet tuż po otwarciu torebki nie ma nawet 1/4 tego aromatu, co świeżo starta.

WYKONANIE
Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni C.  Płaską foremkę smarujemy masłem i odstawiamy.
Mieszamy mąkę, sodę i przyprawy korzenne, odstawiamy. W małej miseczce mieszamy dokładnie kawę z miodem, również odstawiamy.
Używając miksera ucieramy masło z brązowym cukrem, aż powstanie gładki krem. Oczywiście, można ucierać za pomocą drewnianego okrągłego tłuczka, robiłam tak przez wszystkie te lata zanim dostałam mikser. Dodajemy jajko i ubijamy dokładnie. Teraz na zmianę dodajemy porcję mąki z przyprawami (4 porcje) i porcję kawy z miodem (3 porcje). Ubijamy na niskich obrotach tylko aż składniki wymieszają się dokładnie. Wtedy dodajemy kandyzowane owoce i migdały, mieszamy łyżką.
Ciasto wykładamy do foremki, rozprowadzamy równo po dnie. Pieczemy 20 minut lub aż patyczek wbity w środek wyjdzie czysty.
Wyciągamy ciasto z piekarnika i studzimy. 
W międzyczasie przygotowujemy polewę, co jest bardzo proste, bo polega na zmieszaniu składników (można zmiksować).
Ciasto smarujemy polewą, po czym kroimy zanim polewa kompletnie wyschnie.




Brownie lub raczej brownies

W mojej książce kucharskiej tak piszą o tym specjale: Brownies probably go unchallenged as America's number one bar cookie. This version (...) carries chocolate extravagance to the limit. (Roupe, 1998)
Prawdopodobnie wielbiciele i wielbicielki czekolady nie potrzebują dodatkowej rekomendacji. Zwrócę tylko uwagę na dwa techniczne aspekty: 1) wg amerykańskiej nomenklatury brownies to ciasteczka, a nie ciasto, dlatego występują w liczbie mnogiej; trochę nie łapię różnicy między ciastem pokrojonym na kawałki a bar cookies, czyli ciastem pokrojonym na kawałki, ale niech im będzie. 2) oryginalnie brownies występują z polewą (frostingiem), w tym wypadku z serka (cream cheese), cukru i jajek; ja nigdy za tą polewą nie przepadałam i z tego powodu jej nie robiłam, więc nie będę udawać, że jest inaczej i przepisywać przepis, którego nie znam. 

SKŁADNIKI
1 1/4 przesianej mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
115 g gorzkiej czekolady* (ja czasem daję więcej czekolady, a za to odejmuję masła)
1 szklanka (220 g) masła
2 szklanki cukru (w tym 2-3 łyżeczki cukru waniliowego, chyba, że mamy pure vanilla extract, to wtedy 1 łyżeczka tegoż)
4 jajka
1 szklanka pokruszonych orzechów włoskich (można się obejść bez)

* czekolada powinna być jak najmniej słodka, wręcz niesłodzona

WYKONANIE
Łatwizna. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni. Smarujemy płaską foremkę masłem i odstawiamy w chłodne miejsce.
Mieszamy mąkę z solą i proszkiem do pieczenia, odstawiamy.
Na garnek z gotującą się wodą kładziemy drugi garnek lub miseczkę. W tym drugim naczyniu umieszczamy czekoladę i masło. Mieszamy, aż się roztopią i zmieszają. Wtedy zdejmujemy górne naczynie, dodajemy cukier i mieszamy. Ciąg dalszy dobrze jest wykonać mikserem, bo jest to dość gęste. Do czekoladowej mikstury dodajemy po jednym jajka, a potem mąkę. Jeśli używamy ekstraktu waniliowego dodajemy go po jajkach. Na końcu dodajemy orzechy i mieszamy łyżką.
Tak przygotowane ciasto wylewamy do foremki i szybko rozprowadzamy równomiernie po dnie.
Pieczemy 20 minut lub aż patyczek wbity w środek wyjdzie czysty.
I jeśli nie robimy polewy, to już wszystko :)


sobota, 24 września 2011

Cola cake - czekoladowe ciasto z colą

Jako, że uważam smak coca-coli za jedno ze szczytowych osiągnięć ludzkości, przepis o prostym tytule cola cake wzbudził moją natychmiastową konsternację i chęć wypróbowania. Ciasto zawiera colę, której jednak w finalnym produkcie nie czuć. Niemniej, przepis jest godzien polecenia wszystkim początkującym - jest banalnie prosty i ma łatwe do zapamiętania proporcje składników, na bazie których można tworzyć swoje własne kombinacje. Poza tym ciasto to pokocha każdy, kto lubi wilgotne, czekoladowe ciasta.
W komplecie jest polewa, jeśli ktoś lubi. Oryginalne proporcje dają bardzo dużą, amerykańską jej ilość, sugeruję zrobić pół porcji, żeby nie zatracić pod nią smaku ciasta.


SKŁADNIKI:
ciasto:
2 szklanki mąki (np. 1 szkl. krupczatki i 1 szklanka poznańskiej)
2 szklanki cukru (można użyć jasnego brązowego)
cukier waniliowy (w USA: pure vanilla extract)
1/2 szklanki masła (ok. 1/4 kostki)
1 szklanka coca coli (lub pepsi)
3 łyżki ciemnego kakao
1/2 szklanki maślanki
2 duże jajka, dobrze ubite
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 1/2 szklanki miniaturowych marshmallow'ów (można pociąć na kawałeczki te zwykłe, ostatecznie można też pominąć ten składnik)
polewa:
4 szklanki cukru pudru (ok. 500 g)
1/2 szklanki masła
1/4 szklanki i 2 łyżki coca coli (lub pepsi)
3 łyżki ciemnego kakao
1 szklanka posiekanych orzechów: pecanów, laskowych lub włoskich

WYKONANIE:
Rozgrzać piekarnik do 180 stopni C (350 F). Nasmarować masłem prostokątną foremkę do pieczenia (chyba, że używamy silikonowej); odstawić.
Do miski przesiać mąkę. Dodać cukier i cukier waniliowy, wymieszać; odstawić.
W małym rondelku umieścić masło, colę i kakao; wymieszać. Podgrzewać na małym ogniu mieszając, aż mikstura osiągnie wrzenie i składniki dokładnie się wymieszają. Wlać do mąki z cukrem, wymieszać mikserem lub trzepaczką. Dodać maślankę, sodę, ubite jajka i marshmallowy, dobrze wymieszać.
Wlać ciasto do przygotowanej wcześniej foremki, wyrównać. Piec ok. 40 min., aż drewniany patyczek wbity w środek będzie wychodził czysty.
Pod koniec pieczenia przygotować polewę: w rondelku (tym samym, co wcześniej) umieścić masło, colę i kakao, podgrzać mieszając, a kiedy mikstura osiągnie wrzenie dodać cukier i wymieszać (mikserem lub ręcznie). Dodać orzechy.
Wyjąć ciasto z piekarnika, rozprowadzić na nim polewę kiedy jeszcze jest gorące. Pozostawić do ostygnięcia.
Enjoy!

środa, 29 czerwca 2011

Cherry pie, czyli American dream

Dziś będą wspominki. Bo po pierwsze chciałam Wam powiedzieć, że kuchnia amerykańska (żeby nie było - północno-amerykańska) to wcale nie to, co większość osób myśli, czyli tylko hamburgery i hotdogi, a po drugie - opowiedzieć o (niekończącej się) przygodzie z książką Diane Roupe.
No więc moi drodzy (nie zaczyna się zdania od 'no więc') kuchnia amerykańska to wspaniały, zróżnicowany twór, który przez ostanie kilka setek lat czerpał z tradycji kulinarnych większości nacji europejskich, oraz od przybyszów z innych kontynentów. Różni się ona oczywiście w zależności od regionu, bo na wybrzeżach znajdziecie więcej owoców morza, na Midweście elementy kuchni niemieckiej czy skandynawskiej, na południu potrawy przywiezione przez niewolników i tak dalej. Owszem, są hamburgery, ale mało raczej mają wspólnego z tym, co serwuje McDonald's. W ogóle wydaje się, że mięso jest pasją Amerykanów i nigdzie na świecie (nie, żebym tak znowu dużo bywała) nie jadłam tak dobrej wieprzowiny jak pork chops w Iowa czy stek w Teksasie. A przepis na te potrawy jest taki, żeby odpowiedni kawałek mięsa oprószyć solą i pieprzem, po czym wrzucić na grilla i upiec. I tak dalej, i tak dalej, mogłabym godzinami. W każdym razie, kiedy będąc w Stanach dzięki moim doskonale gotującym znajomym (zwłaszcza Joannie) zorientowałam się, jak jest, postanowiłam nabyć książkę kucharską, żeby robić te wszystkie cuda w domu. Miała to być taka podstawowa książka z kuchnią narodową, coś jak nasza 'Kuchnia polska', w dodatku z przepisami od podstaw, ze składników takich jak mąka, jajko czy marchewka, a nie półproduktów. To, niestety, nie jest zbyt łatwe zadanie, z resztą przy tej ilości i jakości półproduktów wcale się nie dziwię.
Pracowałam akurat w studiu Old Time Portraits na Iowa State Fair w Des Moines, stolicy stanu Iowa (wieprzowiny i kukurydzy). W czasie krótkiej przerwy poszłam do jednego z budynków wystawowych obejrzeć krowę z masła, Harrego Pottera (też z masła), indyka z czekolady (wszystko to naturalnej wielkości), największą dynię w Iowa (rekordowe dynie ważyły nawet 1100-1300 funtów, czyli 500-590 kg), czy w ogóle co tam mają. Oprócz tych i wielu innych atrakcji (na każdą z nich miałam ok. 30 sekund) znalazłam stoisko, przy którym za stertami książek (a konkretniej jednej książki w wielu egzemplarzach) siedziała drobna kobieta, jak się okazało, Diane Roupe. Promowała swoją nową (wówczas) 'The Blue Ribbon Country Cook Book'. Obejrzałam i na oko wyglądała dobrze (książka, nie autorka). Wysłałam tam później Joannę, żeby sprawdziła, czy te przepisy spełniają moje wymagania, a ona potwierdziła. W ten sposób stałam się posiadaczką tej wspaniałej książki.
Jest ona pełna typowych amerykańskich przepisów, takich, że jeśli podać coś wg nich wykonanego Amerykaninowi powie on (czy ona), że poczuł się jak u babci. Przepisy opierają się o naturalne składniki, bo większość z nich startowała w konkursach podczas Iowa State Fair, a tam są co do tego bardzo ścisłe regulacje. Do tego Diane tłumaczy wszystko jeszcze chyba bardziej dokładnie niż ja - nawet przy najbardziej skomplikowanym przepisie nie ma wątpliwości, jak coś zrobić. Do tego kolejne rozdziały poprzedzone są przydatnymi do danej kategorii potraw informacjami. No, po prostu raj. Więc jeśli ktoś faktycznie ma się ochotę nauczyć gotować, to tę książkę polecam, a jako, że na polskich półkach jej nie ma - będę co jakiś czas prowadzić na jej podstawie nasze lekcje gotowania.

Dziś zaczniemy od cherry pie (ciasta wiśniowego), nie tylko dlatego, że występuje ono na okładce, ale też dlatego, że zaczyna się sezon na wiśnie. Ciasto (spód) do tego ciasta powinno być w zasadzie inne, ale to inne to jest hardkor, którego nauczę Was jesienią, przy okazji pumpkin pie, gdzie ciasta już się nie da obejść podstępem. Tymczasem moja wersja ciasto do cherry pie doskonale się sprawdziła, dodatkowo na tym samym cieście możecie upiec wszystkie rodzaje tart - słodkie i słone.

Cherry pie na okładce książki Diane Roupe
SKŁADNIKI:
Nadzienie:
- 4 szklanki kwaśnych wiśni bez pestek, świeżych lub mrożonych (rozmrożonych)
- 1 1/3 szklanki cukru (jeśli używamy buraczanego można dać trochę mniej, bo jest słodszy; polecam jasny brązowy)
- 2 łyżki tapioki (w przepisie jest 'quick-cooking tapioca', ale dałam taką, jak miałam, a że miałam tapiokę w kuleczkach, to w młynku do kawy zmieliłam ją, żeby przypominała mąkę ziemniaczaną)
- szczypta soli
- 2 łyżki stopionego masła
Ciasto:
2 1/2 szklanki mąki
1 łyżeczka soli
3/4 szklanki (czyli ok. 200 g) zimnego masła
1/3 szklanki zimnego mleka lub wody
(proporcje na 1 ciasto z wierzchem lub na 2 spody do tarty)



WYKONANIE:
Wiśnie, cukier, sól i tapiokę mieszamy razem w misce i odstawiamy.
Rozgrzewamy piekarnik do 200 st C.
Przygotowujemy ciasto: najlepiej na stolnicy, ale można też w misce. Mieszamy mąkę i sól. Dodajemy pokrojone w kawałeczki masło i na stolnicy siekamy nożem, a w misce rozgniatamy palcami, żeby połączyć składniki. Kiedy zmieszamy już dokładnie (ale w miarę szybko, żeby ciasto nie rozgrzało się od dłoni) mąkę z masłem dolewamy po trochu mleko. Diane pisze wręcz o skrapianiu ciasta mlekiem, zagniataniu, jeśli trzeba, to skrapianiu znowu. W każdym razie, mleka tylko tyle, żeby ciasto się skleiło. Jeśli się sklei wyrabiamy chwilkę na gładko (tylko, żeby uzyskać gładką konsystencję, ani chwili dłużej). Wyrobione ciasto powinno chłodzić się w lodówce przykryte folią spożywczą, żeby nie wyschło. 
Smarujemy foremkę bardzo cieniutko masłem (przepis jest idealny na 24 cm średnicy, 4,5 cm wysokości). Połowę ciasta rozwałkowujemy jak najcieniej, tak, żeby osiągnęło wielkość foremki plus brzegów. Przekładamy na foremkę (można je w tym celu poskładać, jak materiał albo nawinąć na wałek). Układamy w foremce tak, aby pod ciastem nie było powietrza, a w cieście w żadnym miejscu dziur. Wystające ciasto odcinamy, a brzegi ciasta przyklejamy do brzegów foremki, żeby się nie zsuwały ani nic. Przykrywamy dokładnie folią, żeby w międzyczasie nie wyschło. Drugą połowę ciasta rozwałkowujemy podobnie, po czym kroimy na 14 (pisze Diane) cienkich pasków.
Teraz roztopione masło dodajemy do wiśni i mieszamy dokładnie. Usuwamy folię z foremki, Równomiernie wypełniamy dno foremki wiśniami. Z wyciętych pasków układamy na wierzchu ciasta wzór jak na okładce książki, po czym przykrywamy i doklejamy brzegi pozostałymi kawałkami pasków.
Wstawiamy do piekarnika i pieczemy w sumie 45 minut, tyle, że:
- po 15 minutach od początku brzegi ciasta przykrywamy folią aluminiową, żeby się za bardzo nie spiekły (robimy taki kołnierz wokół foremki i brzegi folii nachylamy nad brzeg ciasta)
- po 25 minutach od początku obracamy ciasto o 180 stopni, aby wypiekało się równomiernie, wtedy też, w razie potrzeby można luźno przykryć środek ciasta - jeśli już wygląda na upieczony na złoto
- po 35 minutach od początku usuwamy folię aluminiową; wtedy też można wyjąć ciasto i posypać cukrem pudrem lub zwykłym cukrem (czego ja nie robiłam, bo i tak było słodkie i ładne), po czym wstawić do piekarnika na ostatnie 10 minut.
Po upieczeniu ciasto wyjmujemy z piekarnika i odstawiamy, żeby wystygło. Można jeść jeszcze ciepłe (lub podgrzane w mikrofali) z lodami śmietankowymi. 

Cherry pie jest serwowane w lutym, dla uczczenia pamięci George'a Washingtona, a na Midweście także 4 licpa, w Dzień Niepodległości.
Wiśnie można zamienić na truskawki, agrest, porzeczki, itd. i zrobić swój własny rodzaj owocowego ciasta.

Przepis dedykuję Klaudii ;)

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Proste ciasto kukurydziane

Szaleństwo, trzeci wpis dzisiaj, ale trzeba czymś tego bloga zapełnić ;) Poza tym przepis jest z dzisiaj i muszę zapisać zanim zapomnę. Nie, żeby jakaś super rewelacja, ale to dobry przepis dla osób, które uważają, że pieczenie ciast jest trudne. Otóż nie jest. Poza tym samo przygotowanie ciasta (bez pieczenia) wymaga mniej czasu i zachodu niż udanie się do sklepu po coś słodkiego. Dziś zrobiłam ciasto z tego, co było w domu i szlo to mniej więcej tak:
trzepaczka

Potrzebne będą: duża miska (lub garnek), mała miseczka (lub garnek), łyżka, trzepaczka (na zdjęciu obok), foremka - keksówka lub płaska prostokątna.

SKŁADNIKI:
1 szkl. mąki kukurydzianej
1 szkl. mąki pszennej (w tym wypadku miks poznańskiej z tortową)
1 szkl. cukru, najlepiej drobnego
proszek do pieczenia (na opakowaniu doczytajcie, ile, bo ja daję na oko; może 2 łyżeczki?)
cukier waniliowy, ok. 1/2 opakowania (2-3 łyżeczki)
1 szkl. oleju uniwersalnego
1 szkl. mleka sojowego (przypuszczam, że zwierzęce mleko też da radę)
2 jajka
szczypta soli


WYKONANIE:
Do dużej miski wsypujemy wszystkie suche składniki, mąki przesiewamy. Mieszamy łyżką. Dolewamy olej, mieszamy j.w. Dolewamy mleko, mieszamy na gładką masę. W małej miseczce ubijamy jajka ze szczyptą soli. Sól sprawia, że jajko ubija się szybciej, co jest zwłaszcza cenne, kiedy ubijamy pianę z białek. Tu nie musi być sztywna piana, ważne, żeby była gładka. Jajka wlewamy do reszty składników, dokładnie mieszamy, a kiedy masa jest gładziutka (bez grudek ani widocznych części któregokolwiek składnika), przelewamy ją do foremki i wstawiamy do nagrzanego do 180stC piekarnika i pieczemy, aż wsadzony w ciasto patyczek będzie wychodził suchy (nie obklejony ciastem).

Uwaga dotycząca foremek: polecam szczerze i serdecznie foremki silikonowe, bo nie trzeba ich smarować, wlewamy do nich cisto jak leci i potem zazwyczaj odchodzi ono od ścianek bezproblemowo nie pozostawiając dużo do mycia. Jeśli zaś używacie tradycyjnej foremki należy ją przed przystąpieniem do pieczenia posmarować tłuszczem (np. masłem) i wysypać mąką (jej nadmiar można potem użyć do ciasta).