Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 listopada 2017

Różowe śledzie z limonką

Różowe śledzie już były, ale wynalazłam kolejne, nawet chyba jeszcze lepsze. Można je przyrządzić w wersji ze śmietaną lub bez, obie rewelacyjne. Zróbcie, bierzcie i jedzcie! 

W tym prostym daniu sekretem są - jak zwykle - dobrej jakości produkty, szczególnie śledzie. Zwróćcie uwagę, że w większości przypadków solone filety nazywane potocznie matjasami to "śledzie a la matjas". Mają się one to prawdziwych matjasów tak jak paluszek krabowy do kraba, mniej więcej. Prawdziwe matjasy kupić można w ALDIm i bardzo je polecam. Są też w IKEI, też rewelacyjne, ale już w gotowej zalewie, więc nie nadadzą się do tego dania.

SKŁADNIKI:
200 g solonych filetów śledziowych albo matjasów
otarta skórka z 1/2 limonki
sok z 1 limonki
1 burak
1 duże, kwaskowate jabłko
1 mała cebula
duża szczypta mielonego kardamonu
1/2 łyżeczki pieprzu czarnego
1/2 szklanki śmietany kwaśna 18%

WYKONANIE:
Buraka szorujemy, gotujemy lub pieczemy w skórce, aż będzie miękki. Do pieczenia owijamy buraka w folię aluminiową i pieczmy w 200 stopniach, może być przy okazji innych wypieków. Po upieczeniu/ugotowaniu obieramy ze skórki.
Śledzie kroimy w drobną kostkę (np. 1 x 1 x 1 cm), wrzucamy do miski, dodajemy skórkę i sok z limonki, mieszamy.
W drobniutką kostkę kroimy cebulę, w kostkę tej samej wielkości co śledzia - jabłko i buraka. Wszystko dorzucamy do śledzia, posypujemy pieprzem i kardamonem, mieszamy.
Jeśli decydujemy się na wersję ze śmietaną - dodajemy śmietanę i również mieszamy.
Odstawiamy do lodówki, żeby się przegryzło na godzinę lub dłużej. Ale niewykluczone, że po spróbowaniu zdecydujecie się zjeść wszystko od razu, bo już teraz jest pyszne.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Zimowe kanapki z sosem chrzanowym

Wczoraj wymyśliłam nowe zastosowanie dla reszty sosu chrzanowego z obiadu. Zastosowanie jest proste, ale zacne - polecam!

SKŁADNIKI (na 4 kanapki):
8 tostów francuskich
8 łyżek sosu chrzanowego
8 plasterków sera żółtego
8 plasterków dobrej szynki lub innej wędliny

WYKONANIE:
Kanapki są piętrowe, czyli na każdą potrzebujemy dwa tosty. 
Smażąc tosty po przewróceniu ich na drugą stronę na czterech z nich kładziemy po dwa plasterki sera, aby się roztopił. Na serze rozprowadzamy łyżkę sosu chrzanowego, potem dwa plasterki szynki, a potem drugiego tosta posmarowanego kolejną łyżką sosu chrzanowego.
Wszystko trzeba robić szybko, aby tosty nie wystygły przed podaniem.

Tosty francuskie czyli grzanki w jajku

Przez całe dzieciństwo jadłam u babci, a czasem też w domu grzanki. Grzanki w jajku konkretnie i bardzo je lubiłam. Kiedy w wieku dwudziestu paru lat, podróżując po zachodzie USA w małej knajpce w Astorii zamówiłam na śniadanie tosty francuskie, żeby dowiedzieć się, co to właściwie jest. I okazało się, że to ni mniej ni więcej, a właśnie grzanki w jajku. I tak jak pan Jourdain nie wiedział, że mówi prozą, tak ja nie wiedziałam, że jem tosty francuskie. Teraz już wiem, a smakują równie dobrze pod każdą ze wspomnianych nazw.
Jako dziecko znałam tylko wersję bez dodatków. Teraz już wiem, że można je podawać na słodko z dżemami, konfiturami, miodem, syropem klonowym itp. lub na słono, np. z serem żółtym, wędlinami i tak dalej. 

SKŁADNIKI:
8 kromek chleba tostowego (lub innego)
3 jajka
szczypta soli
2-3 łyżki mleka lub słodkiej śmietanki
masło do smażenia

WYKONANIE:
Jajka wbijamy do głębokiego talerza lub misko o dość dużym dnie (żeby zmieściła się kromka chleba), rozbijamy widelcem ze szczyptą soli. Dodajemy mleko, rozbijamy, żeby masa się połączyła.
W tak przygotowanym jajku zamaczamy chleb z każdej strony.
Patelnię rozgrzewamy i smarujemy masłem (uwaga, żeby się nie spaliło).
Na rozgrzaną patelnię kładziemy kromki chleba w jajku i smażymy na złoto z jednej i drugiej strony.

Jeśli planujemy zjeść swoje tosty z serem żółtym dobrym pomysłem jest położenie go na toście kiedy przewrócimy go na patelni na drugą stronę. Ser ładnie się wtedy roztopi.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Środziemnomorska zupa czosnkowa (Aigo bouido)

Ta zupa była dla mnie zaskoczeniem, zarówno, jeśli chodzi o jej przygotowanie, jak i smak, który się uzyskuje. Pod obydwoma względami jest intrygująca i warto ją zrobić, choćby po to, żeby nauczyć nowej techniki. No a poza tym w tak ciężkich czasach nie sposób pogardzić czymś, co jest pyszne, eleganckie i bardzo tanie.
Czosnek w tej zupie pod wpływem gotowania traci swoją ostrość i staje się kremowy i delikatny. Nie trzeba się obawiać czosnkowego dechu.
Przepis, oczywiście, od Julii Child.

SKŁADNIKI
1 cała główka czosnku lub ok. 16 ząbków, nieobranych
1 1/2 l wody
2 łyżeczki soli
szczypta pieprzu
2 goździki
1/4 łyżeczki szałwii
1/4 łyżeczki tymianku
1/2 liścia laurowego
4 gałązki pietruszki
6 łyżek oliwy z oliwek
3 żółtka
do podania
tosty z białego pieczywa 
ser żółty, najlepiej parmezan

WYKONANIE
Czosnek wrzucamy na 30 sekund do naczynia z wrzącą wodą, po czym wyciągamy, studzimy i obieramy.
Obrane ząbki czosnku wraz solą, wszystkimi ziołami i trzema łyżkami oliwy zalewamy wodą i gotujemy powoli przez 30 minut w międzyczasie doprawiając do smaku.
W osobnym naczyniu ubijamy żółtka i pozostałą oliwę na majonez. Najpierw przez około minutę ubijamy same żółtka, aż staną się gęste. Wtedy kropla po kropli dodajemy oliwę i ubijamy nadal.
Tuż przed podaniem dodajemy do (znowu po kropli) łyżkę zupy do żółtek ciągle ubijając. Następnie powoli wlewamy resztę zupy przez sito, przeciskając przez nie czosnek.
Podajemy natychmiast z tostami i serem.

Obiło mi się gdzieś o oczy zdjęcie tej zupy z jajkiem w koszulce, tak też można.

sobota, 3 listopada 2012

Lebkuchen czyli piernik norymberski

Smak norymberskich pierników na opłatku możesz mieć teraz w domu! Kiedy znalazłam ten przepis w amerykańskiej książce kucharskiej (wiadomo, Ameryka to tygiel kulinarny) omal nie oszalałam z radości. Od tej pory Lebkuchen towarzyszy nam w każde święta Bożego Narodzenia. 

SKŁADNIKI
Ciasto
2 1/4 szklanki przesianej mąki
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki zmielonych goździków
1/2 łyżeczki zmielonego ziela angielskiego
1/4 łyżeczki startej gałki muszkatołowej*
1/2 szklanki ciepłej, bardzo mocnej kawy (parzonej, a nie rozpuszczalnej!)
1/2 szklanki miodu (do pierników polecam spadziowy lub wrzosowy)
1/4 szklanki (ok. 100 g) masła
1/2 szklanki ciemnego brązowego cukru
1 duże jajko
1/4 szklanki kandyzowanej cytryny 
1/4 szklanki kandyzowanej skórki pomarańczowej
1/4 szklanki kandyzowanej skórki cytrynowej
3/4 szklanki posiekanych migdałów
Polewa pomarańczowa
1 1/2 szklanki cukru pudru
3 łyżki wody lub soku z pomarańczy
otarta skórka z ok. 1/2 pomarańczy

* prawdopodobnie już to pisałam, ale napiszę jeszcze raz, bo ktoś mógł nie czytać: gałkę kupujemy bezwzględnie całą i trzemy na tarce tuż przed użyciem. Substancje aromatyczne (a o aromat przecież nam chodzi) w gałce są lotnej natury, wyparowują więc bardzo szybko. Gałka kupiona w formie tartej, nawet tuż po otwarciu torebki nie ma nawet 1/4 tego aromatu, co świeżo starta.

WYKONANIE
Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni C.  Płaską foremkę smarujemy masłem i odstawiamy.
Mieszamy mąkę, sodę i przyprawy korzenne, odstawiamy. W małej miseczce mieszamy dokładnie kawę z miodem, również odstawiamy.
Używając miksera ucieramy masło z brązowym cukrem, aż powstanie gładki krem. Oczywiście, można ucierać za pomocą drewnianego okrągłego tłuczka, robiłam tak przez wszystkie te lata zanim dostałam mikser. Dodajemy jajko i ubijamy dokładnie. Teraz na zmianę dodajemy porcję mąki z przyprawami (4 porcje) i porcję kawy z miodem (3 porcje). Ubijamy na niskich obrotach tylko aż składniki wymieszają się dokładnie. Wtedy dodajemy kandyzowane owoce i migdały, mieszamy łyżką.
Ciasto wykładamy do foremki, rozprowadzamy równo po dnie. Pieczemy 20 minut lub aż patyczek wbity w środek wyjdzie czysty.
Wyciągamy ciasto z piekarnika i studzimy. 
W międzyczasie przygotowujemy polewę, co jest bardzo proste, bo polega na zmieszaniu składników (można zmiksować).
Ciasto smarujemy polewą, po czym kroimy zanim polewa kompletnie wyschnie.




piątek, 2 listopada 2012

Ciasto dyniowe (Pumpkin Pie)

Postanowiłam w końcu, że dość tego egoizmu. Robię właśnie chyba piąte ciasto dyniowe w tym sezonie i nie wiem, które w życiu, a przepisu na blogu nie ma. To już będzie.
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie podawałam przepisu, bo podstawowy składnik, czyli dynia w postaci papki, wydawał mi się trudny do zdobycia, bo choć podobno jest w Polsce w sprzedaży, to nigdzie jej nie widziałam w formie wygodnej i puszkowanej i papkę - o ile nie dostanę puszek w darach - robię sama. Nie jest to jednak nic skomplikowanego, a ciasto dyniowe należy do najpyszniejszych rzeczy świata i zdecydowanie warto trochę się dla niego popapkać.

Pumpkin pie można uznać za kwintesencję wartości dodanej w gotowaniu. Smak i tekstura, które uzyskujemy w efekcie końcowym zdecydowanie przerastają sumę zmieszanych składników. To ciasto jest naprawdę wyjątkowe i chwała temu, kto - prawdopodobnie z braku laku lub z nadmiaru dyni - dodał tę ostatnią do ciasta z kremem (custard pie) i postanowił przytłumić jej smak korzennymi przyprawami.

Moje pierwsze pumpkin pie. Ames, Iowa; 2007
SKŁADNIKI:
Ciasto
1 1/4 szklanki przesianej mąki
1/2 łyżeczki soli
1/2 kostki schłodzonego smalcu (czyli 100 g)
1/6 szklanki lodowatej wody (wstawiamy ją na chwilę do zamrażalnika lub chłodzimy kostkami lodu)
Nadzienie
1/2 szklanki brązowego cukru (jasnego)
1/2 szklanki białego cukru
1/2 łyżeczki soli
1 1/4 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka imbiru (w proszku)
1/2 łyżeczki zmielonych goździków
1/2 łyżeczki startej gałki muszkatołowej
1 1/2 szklanki puree dyniowego
1 szklanka mleka pełnotłustego (3,2 %)
1/2 szklanki i 2 łyżki mleka kondensowanego (niesłodzonego)
3 duże jajka, lekko ubite
Do podania
bita śmietana (śmietana 30% i cukier)

WYKONANIE:

Dynia
Dynia hokkaido
Jeśli nie mamy dyni w puszce musimy zrobić sobie najpierw puree. Do jednego ciasta trzeba go stosunkowo niewiele, bo 1,5 szklanki, ale można zrobić od razu więcej, poporcjować po dokładnie tyle i zamrozić. Wtedy babramy się w dyni raz, a papki mamy na całą zimę. Dynie na rynku są różne, zwłaszcza teraz, w sezonie. Najlepsza do naszego celu będzie dynia hokkaido. Nie jest tak spektakularnie piękna jak duże lampionowe dynie, ale: 1) jest pyszna; 2) ma odpowiednią konsystencję (inne dynie są zbyt wodniste); 3) nie trzeba jej obierać ze skórki. Ale do rzeczy: dynię dokładnie myjemy, odcinamy końcówki i ewentualne brzydkie kawałki skórki. Przekrawamy na pół i wydrążamy z pestek i tej bardziej miękkiej części. Kroimy jeszcze raz na pół. Jeśli postanowiliście zaryzykować z inną dynią, kroimy ją w ósemki i obieramy. Tak przygotowaną dynię dotujemy na parze, aż będzie miękka. Tak miękka, że będzie rozpadać się pod naciskiem. Ugotowane kawałki studzimy i rozdrabniamy na papkę w blenderze. Można pewnie też przetrzeć przez sito albo użyć innych archaicznych sposobów. I mamy gotowe puree. Jeśli zrobiliśmy więcej i mrozimy, można to zrobić w plastikowych pojemnikach na żywność lub szczelnie zamkniętych foliowych torebkach.

Ciasto
Ciasto wykonujemy według przepisu na ciasto do tarty, z tą różnicą, że zamiast masła używamy smalcu. Wiem, że to może zabrzmieć dziwnie, ale warto! Ciasto na smalcu jest dużo bardziej kruche i przyjemne, niż to na maśle. Poza tym lekki smalcowy smaczek dodaje ciastu pikanterii. Dodam, że w oryginalnym przepisie na cherry pie i apple pie też występuje to ciasto na smalcu. I jeszcze dodam, że ostatnio nie bawię się w ręczne siekanie tłuszczu i mąki, tylko robię to w maszynie - efekt jest równie dobry, tylko trzeba przypilnować, żeby zatrzymać maszynę, kiedy kawałki tłuszczu są odpowiedniej wielkości (pea size).
Ciasto po przygotowaniu chłodzimy przez ok. pół godziny, po czym rozwałkowujemy je i wykładamy nim foremkę (ja korzystam z okrągłej szklanej, fi 23 cm). Foremki nie smarujemy przedtem niczym.

Nadzienie
Nadzienie jest z tego wszystkiego najprostsze, bo jego wykonanie polega na zmieszaniu składników. Najpierw w dużej misce mieszamy wszystkie suche składniki. Potem dodajemy dynię i oba rodzaje mleka, a na końcu mieszamy całość z ubitymi jajkami. Nadzienie wylewamy do foremki wyłożonej ciastem.

Wstawiamy ciasto do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C. Pieczemy 15 minut, po czym zmniejszamy temperaturę do 180 stopni i pieczemy dalsze 45 minut. Ciasto jest gotowe, kiedy patyczek wbity w połowie odległości między środkiem a brzegiem wychodzi czysty.

Po upieczeniu czekamy aż ciasto wystygnie, a najlepiej jeszcze jest je schłodzić w lodówce - masa nabiera wtedy delikatniejszej konsystencji.

Ciasto kroimy jak tort na 8 kawałków, podajemy na zimno z bitą śmietaną. Przechowujemy w lodówce.

poniedziałek, 15 października 2012

Kurczak pieczony z jabłkami, rodzynkami i śliwkami

W końcu mi się udało! Osiągnęłam kurczaka idealnego! Takiego, którego - gdybym była dobrą żydówką - robiłabym rodzinie co piątek. Takiego, jakiego zawsze chciałam, ale nigdy mi się do tej pory nie udał. Więc od razu piszę, żeby nie utracić tego cudownego przepisu.

SKŁADNIKI:
duży, piękny kurczak
sól
pieprz (czarny lub kolorowy)
kolendra
goździki
1 ziarenko ziela angielskiego
ok. 1 kg jabłek (ja zmieszałam dwa rodzaje: bardziej słodkie i bardziej winne)
garść rodzynek
garść śliwek suszonych (bez pestek)
cynamon
świeży imbir
ok. 1/4 kostki masła


WYKONANIE:
Kurczaka płuczemy i osuszamy, kładziemy na czymś wygodnym, np. dużym talerzu lub tacy. Pieprz, kolendrę, goździki i ziele angielskie tłuczemy w moździerzu. Pieprzu dość dużo, kolendry ok. 1/3 tyle, co pieprzu, goździków kilka, ziele - jak pisałam - jedno. Kurczaka posypujemy tą mieszanką i solą i dokładnie go tym smarujemy. Jeśli przypraw jest mało, dorabiamy jeszcze trochę i smarujemy jeszcze raz. Dokładnie, z każdej strony plus od środka. Potem przez chwilę wklepujemy przyprawy w kurczaka (łapami: klask klask). Przykrywamy kurczaka (kloszem, innym naczyniem lub folią spożywczą) żeby nie wysechł i odstawiamy na 2h lub więcej.
W międzyczasie obieramy jabłka i kroimy je w ósemki lub plasterki, oczywiście usuwając przy okazji gniazda nasienne. Oceniamy wielkość kurczaczego wnętrza i wsypujemy do miski tyle jabłek, ile się tam według tej oceny zmieści. Dodajemy śliwki suszone i rodzynki, obficie posypujemy cynamonem i mieszamy.
Nastawiamy piekarnik na 180 stopni (góra i dół).
Przygotowujemy też naczynie na kurczaka. Najlepiej brytfannę lub duże naczynie żaroodporne. Smarujemy to naczynie (dno i ścianki) masłem, nie za dużo, bo kurczak i tak ma sporo tłuszczu.
Kiedy minie czas leżakowania kurczaka smarujemy go startym imbirem (również na zewnątrz i w środku), cynamonem (obficie) i napychamy owocowym nadzieniem. Dziurę spinamy wykałaczką. Kurczaka układamy w naczyniu, w wolne miejsca dookoła dorzucamy pozostałe kawałki jabłek. Ja układam kurczaka grzbietem do góry, wtedy piersi moczą się w sosie, a nie wysychają. Wystający grzbiet kurczaka, a najlepiej całe zwierzę, smarujemy masłem (podgrzanym) albo okładamy dokładnie płatkami masła. Jeśli tego nie zrobimy, kiedy kurczak już się rozgrzeje w pieczeniu trzeba go posmarować kawałkiem masła (nabitym na widelec), ale efekt nie będzie tak dobry. Na dno brytfanny wlewamy trochę wody albo soku jabłkowego. Potem wytopi się dużo płynów, ale na razie też coś musi być na dnie.
Tak przygotowanego kurczaka wkładamy bez przykrycia do piekarnika. W sumie powinien piec się 2 godziny, ale można dłużej. Kiedy widać, że kurczak już się rozgrzał, podnosimy temperaturę do 220 stopni i pieczemy w niej kurczaka przez 20 minut. Potem temperaturę obniżamy z powrotem do 180 stopni. W międzyczasie kurczaka polewamy tym, co się wytopiło dookoła niego. Kiedy widzimy, że kurczak jest pięknie przypieczony (brązowy raczej niż złoty, zwłaszcza, że trzeba wziąć poprawkę na cynamon, który zaciemnia sytuację), kurczaka okrywamy folią aluminiową i pieczemy dalej, aż się upiecze, co powinno nastąpić po 2 godzinach.
Można wtedy wyłączyć piekarnik i nadal trzymać w nim kurczaka (pod szczelnym przykryciem!!!). Jeśli chcemy go zjeść od razu, i tak trzeba dać mu jakiś kwadrans, żeby lekko przestygł.
Kawałki kurczaka podajemy polane sosem, który się z niego wytopił z uduszonymi jabłkami i nadzieniem. Z tym daniem doskonale idzie kasza jęczmienna. Może być też ryż, ale mówię: spróbujcie kaszy!

piątek, 25 maja 2012

Sałatka z tuńczykiem

Moi drodzy uczniowie,
bardzo Was przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale ostatnio więcej pracuję, a mniej gotuję. Ale postanawiam się poprawić i na przeprosiny podam wam z głowy przepis na moja ulubioną sałatkę tzw. majonezową. Może nie sezon na nią, może była modna 15 lat temu, ale i tak ją lubię. A wkrótce bardziej wysublimowane przepisy.

SKŁADNIKI:
puszka tuńczyka w sosie własnym, w kawałkach
puszka słodkiej kukurydzy
słoik pieczarek marynowanych, pokrojonych na pół i w plasterki
5 jajek ugotowanych na twardo, obranych i pokrojonych w kosteczkę
ok. 10 małych (lub mniej dużych) ogórków konserwowych, pokrojonych w kosteczkę
majonez kielecki, średni słoik

WYKONANIE:
Zgadnijcie ;)

czwartek, 22 grudnia 2011

Kutia

Kutia należy do mojego stałego wigilijnego repertuaru. Ale nie znalazła się tam przekazana z dziada pradziada, czy też babki prababki, gdyż w mojej rodzinie robiło się kluski z makiem. Chyba jakoś w czasach liceum usłyszałam słowo 'kutia' w piosence o świętach (pewnie tej trójkowej) i poszperałam w 'Kuchni polskiej', żeby się dowiedzieć, co to jest. Tak, to były czasy przed internetem. Spróbowałam ją zrobić i posmakowała mi bardziej niż kluski. Wykonanie jest bardzo łatwe, choć czasochłonne, więc polecam.
No proszę, jaki pożyteczny rysunek. Ostrzem do sitka!

SKŁADNIKI:
200 g pszenicy bez łusek (do kupienia na targach)
150 g maku
100 g (lub więcej) bakalii; rodzynek, orzechów, fig, daktyli, śliwek suszonych itd.
cukier waniliowy
cukier brązowy
miód
125 ml śmietanki (słodkiej płynnej najlepiej)


WYKONANIE:
Pszenicę przepłukać na sicie pod bieżącą wodą, ugotować do miękkości (zajmuje to nawet 3-4 godziny). Wodę do gotowania pszenicy można posłodzić i dodać trochę cukru waniliowego. Lepiej przygotować duży gar i gotować pszenicę w dużej ilości wody, bo bardzo zwiększa objętość, a poza tym woda zamienia się w kisiel i całość trudno zamieszać, a łatwo przypalić. W razie potrzeby dolewamy więc wrzątku i mieszamy regularnie. Po ugotowaniu odsączamy, może się okazać, że pszenicę trzeba przepłukać, bo tworzy jednolity glut. Wtedy przepłukujemy, ale nie kranówą, tylko przegotowaną ciepłą wodą.
Mak należy sparzyć gorącą wodą (tzn. po prostu zalać) i gotować na małym ogniu pod przykryciem tak długo, aż da się rozcierać w palcach. Wtedy odcedzamy go i osączamy przez gęste sito, a następnie przepuszczamy przez maszynkę, taką tzw. 'do mięsa'.
Zmielony mak doprawiamy miodem i cukrem, wanilią.
Bakalie zalewamy wrzątkiem na kilka minut, odsączamy, większe sztuki (figi, daktyle, śliwki, morele, orzechy) siekamy.
Mieszamy pszenicę, mak, bakalie i śmietankę. Próbujemy i doprawiamy w razie potrzeby cukrem i miodem.


Pierniczki na choinkę

Te pierniczki wystąpiły w tegorocznej edycji naszych kartek świątecznych.
Właściwie to powinnam była pomyśleć o Was, nieboraki, wcześniej i opublikować świąteczne przepisy tydzień temu, abyście się mogli przygotować. Ale tego nie zrobiłam, więc let's not argue who killed who, tylko startujemy.
Zaczniemy od pierniczków na choinkę. Te są na tyle dobre, że mogą być spokojnie zjadane nawet bez uprzedniego wieszania na drzewku. Nie potrzebują też miesięcy, aby zmięknąć. Ciasto jest miękkie (dlatego bez chłodzenia ani rusz) i kruche (na surowo), to dlatego, że nie ma w nim jajka. Z jajkiem jest bardziej elastyczne i łatwiej się z nim pracuje, ale pierniczki wychodzą twarde jak kamienie, więc po namyśle zdecydowałam się przekazać ten przepis. 

Przy okazji chciałam życzyć wszystkim czytelnikom mojego bloga obchodzących w jakiś sposób najbliższe święta wielu pyszności, najlepiej własnego autorstwa oraz rozwoju kulinarnego i gotowania pełnego nowych odkryć w Nowym Roku!

SKŁADNIKI:
125 g miękkiego masła
1/2 szklanki brązowego cukru
1/2 szklanki płynnego miodu
2 1/2 szklanki mąki pszennej (numery od 500 w górę)*
zapas mąki do posypywania stolnicy w czasie wałkowania
4 łyżeczki (lub więcej) przypraw korzennych: cynamonu, imbiru, goździków, gałki muszkatołowej lub gotowej mieszanki do pierników
0,5 łyżeczki sody oczyszczonej

WYKONANIE:
Masło z cukrem ucieramy (mikserem lub tłuczkiem) na puszysty krem. Dodajemy pozostałe składniki i zagniatamy ciasto. Jeżeli bardzo się klei, dodajemy mąki. Ciasto zawijamy szczelnie w folię i wkładamy do lodówki, aby się schłodziło (ok. 30 minut).
Rozgrzewamy piekarnik do 180 st. C.
Ciasto rozwałkowujemy cienko na stolnicy. Aby nie przywierało stolnicę posypujemy mąką, można też namączyć wałek. Wycinamy kształty, przenosimy wycięte ciasteczka na blachę wyłożoną papierem do pieczenia (na jednym kawałku papieru można upiec kilka kolejnych porcji). Dziurki na nitkę wycinamy np. słomką do picia. Należy pamiętać o odstępach między pierniczkami - trochę urosną.
Pieczemy pierniczki aż będą złoto-brązowe (ok. 8-10 minut). Ważne jest, jakkolwiek oczywiście to brzmi, żeby w pierniczków pilnować, bo się spalą. W czasie pieczenia pierniczków nie można zajmować się niczym innym, albo trzeba za każdym razem nastawiać alarm. Serio, próbowałam już różnych rzeczy i jeśli nie przestrzega się tej zasady, to efekt jest taki, że połowa ciasteczek jest do wyrzucenia.
Kolejna ważna rzecz - pierniczki po wyjęciu z pieca będą miękkie, twardnieją wraz z stygnięciem, więc należy je do wystygnięcia rozłożyć na płaskiej powierzchni.
Wystudzone pierniczki można udekorować dowolnie. Polecam najprostszy lukier z cukru pudru i soku z cytryny/pomarańczy. Można też dodać otartej skórki cytrusowej. Lukier musi zawierać minimalną ilość płynu, żeby zastygł w rozsądnym czasie.

* Im większy numer na mące, tym jest ona drobniejsza. Tak więc 650 jest drobniejsza niż 450. Drobniejszych używamy do ciasta na pierogi, makaronu itd., a grubszych - aż po krupczatkę - do wypieków.

czwartek, 13 października 2011

Zupa wielofasolowa

Mieszanka, której używam
Moi drodzy, choć właściwie to nie wiem, czy tacy znowu drodzy... Kiedy w statystykach bloga sprawdzam, po jakich słowach kluczowych trafiają tutaj nowi czytelnicy, to mię żałość ogarnia dla kogo piszę. No bo: smarzenie kurzej wontrupki czy inne takie wołają o pomstę Bogini! Ale oczywiście to tylko niektórzy, reszt pyta wujka Googla sensownie, np. czy patisony można dać do leczo? (można) albo chocolate chips czym zastąpić? (na to pytanie zresztą nie odpowiadam, więc przepraszam). Anyway, upadek cywilizacji wydaje się być nieuchronnym, jednak nawet dyslektycy, dysgraficy i zwykłe nieuki mają prawo dobrze gotować i dobrze jeść i wbrew swojej głębokiej odrazie do kaleczenia języka polskiego tego im (Wam!) życzę.
Stąd też dzisiaj proponuję kolejny zimowo-jesienny przepis na pożywną i wysokobiałkową zupę z mieszanej fasoli. Ja używam tej ze zdjęcia obok, zawiera ona różne rodzaje fasolek, od malutkich mung po ogromnego jasia, groch, soczewicę i nawet ciecierzycę. Mieszankę można sobie oczywiście skomponować samemu. Przepis jest prosty, jedyne, o czym należy pamiętać to namoczenie fasolek dzień wcześniej. No i przyprawy - gorąco rekomenduję mój zestaw.

SKŁADNIKI:
- bulion
- paczka (lub pół paczki, jeśli wolimy mniejsza porcję) mieszanych fasolek (ok. 400g; UWAGA: chodzi o mieszankę bez kaszy, same strączkowce)
- marchewka - z bulionu lub świeża pokrojona w grube plasterki
- opcjonalnie - seler i pietruszka z bulionu lub świeże, pokrojone w plasterki
- mięso z bulionu, obrane i pokrojone na kawałki
- sól lub sos sojowy
- pieprz czarny lub kolorowy, świeżo tłuczone
- kolendra, ziarenka, świeżo tłuczone
- gałka muszkatołowa, świeżo starta
- tymianek, drobno pokruszony w palcach, odrobina
- majeranek, pokruszony w palcach, ok. 2 łyżki


WYKONANIE:
Ważny jest tu mocny i aromatyczny bulion. Ważne jest, aby dodać do niego odpowiednią ilość ziela angielskiego i liści laurowych oraz 2 goździki. Jeśli dysponujemy akurat innym bulionem przyprawy te należy wrzucić potem, podczas gotowania zupy i wyłowić przed podaniem.
Fasolę na sitku płuczemy dokładnie pod bieżącą wodą. Wsypujemy do głębokiego naczynia, zalewamy zimną wodą (woda będzie bardzo szybko wchłaniana, więc musi być jej sporo nad poziomem fasoli). Namaczamy przez noc.
Odlewamy wodę, fasolę zalewamy bulionem i gotujemy. Gotujemy, gotujemy, kiedy mniejsze fasolki staną się miękkie dodajemy przyprawy do smaku i gotujemy dalej. Sprawdzamy miękkość największych fasolek. Kiedy są już prawie dobre dodajemy warzywa i mięso i gotujemy razem, aż największe fasolki zmiękną. Jeśli używamy świeżych warzyw możemy wrzucić je wcześniej, razem z przyprawami, tylko mięso dodajemy na końcu, żeby się nie rozgotowało. 
Uwaga: zupa gęstnieje i następnego dnia może być konieczne dolanie wody przed podgrzaniem.





piątek, 23 września 2011

Bułgarska zupa dyniowa

Nie wiem, jakie są dynie w Bułgarii, ale w Ameryce są takie.
O dyniach będzie jeszcze sporo, na początek prościutki przepis na niewiarygodnie pyszną zupę. Pożywną i gęstą, w sam raz na chłodne jesienne wieczory. Przepis zaczerpnęłam z serii niby widokówek z przepisami na potrawy z dynią (wyd. KAW ze 20 lat temu). Znalazłam ją między stronami "Kuchni polskiej" odziedziczonej po rodzicach. Pamiętam, że było ich więcej, ale do dzisiejszych czasów dotrwały tylko trzy. Wersja poniżej jest nieco zmodyfikowana. 

SKŁADNIKI:
1 łyżka oliwy z oliwek
1 łyżka masła
1 cebula, obrana i drobno posiekana
1 czerwona papryka, wydrążona i pokrojona w kwadraty (2-3 cm)
1/2 szklanki ryżu (surowego)
750 g dyni, obranej i pokrojonej w sporą (3 cm) kostkę
1 1/2 l bulionu
2 łyżki keczupu
sól
pieprz
sproszkowana papryka
gałka muszkatołowa
ewentualnie kurkuma
tarty ostry ser żółty do podania

WYKONANIE:
Do głębokiego garnka (wszystko dzieje się w jednym garnku), najlepiej o grubym dnie, wlać oliwę i włożyć masło. Zależnie od preferencji, może też być samo masło lub sama oliwa. Rozgrzać, wrzucić cebulę i paprykę. Smażyć mieszając. Kiedy warzywa się zarumienią, wsypać ryż i smażyć dalej, aż ryż lekko zżółknie. Wtedy dodać dynię, chwilę podsmażyć i wlać bulion. Gotować ok. 20 minut na średnim ogniu, posolić, doprawić pieprzem, papryką i gałką muszkatołową (bez przesady, ale żeby była wyczuwalna). Można dodać kurkumy dla lepszego koloru. Zupa jest gotowa, kiedy dynia zaczyna się rozpadać. Pod koniec gotowania doprawić jeszcze keczupem.

Podawać posypaną żółtym serem. Przed podaniem można również doprawić jogurtem lub śmietaną. Można podawać z grzankami.