Wahałam się, czy opisywać tę zupę, bo taka jest zwykła. Ale poza tym dobra i pożywna i szybko się robi, więc opiszę. Do jej zrobienia użyłam mojej kostki rosołowej, czyli porcji bulionu zamrożonego w litrowym pudełku po lodach.
SKŁADNIKI:
1 l bulionu
masło lub oliwa - ok. 1 łyżki
2 ziemniaki
2 marchewki
1 puszka groszku zielonego
garść drobnego makaronu do zup, np. gwiazdki
sól do smaku
1/2 łyżeczki pieprzu
1/4 łyżeczki kolendry (ziarenek)
1/4 łyżeczki czarnuszki
2-3 łyżki kwaśnej śmietany 12%
WYKONANIE:
Ziemniaki i marchewkę myjemy, obieramy, kroimy - ziemniaki w grubą kostkę, a marchewkę w talarki, choć oczywiście można też inaczej, jeśli lubicie inne kształty. W rondelku rozgrzewamy tłuszcz i wrzucamy warzywa. Dusimy chwilę mieszając. Wlewamy bulion, gotujemy mieszając czasem. Kiedy warzywa są już prawie miękkie dodajemy groszek i makaron - makaron, kiedy zupa wrze. Doprawiamy do smaku solą i utłuczonymi przyprawami. Kiedy makaron się ugotuje (czas gotowania podany jest na torebce) zestawiamy zupę z ognia. Śmietanę można dodać już na talerzu. Jeśli jednak postanowimy dodać ją do całej zupy, pamiętajmy o tym, że jeśli różnica temperatur między zupą a śmietaną będzie za duża, śmietana paskudnie się zetnie. Aby tego uniknąć śmietanę dodajemy zawsze po zdjęciu zupy z ognia i lekkim przestygnięciu. Do kubeczka ze śmietaną dodajemy łyżkę gorącej zupy i mieszamy. Potem jeszcze jedną i może jeszcze jedną. I dopiero taką mieszankę wlewamy do zupy i mieszamy.
Zupa niby jest prosta, ale zauważyłam, że podanie jej z oliwkowo-rozmarynowym chlebem z Charlotte podnosi ją o jedną rangę.
Jeśli z jakiegoś powodu nie chcesz dodawać śmietany, prawdopodobnie musisz dodać do zupy coś kwaśnego, bo będzie zbyt mdła. Np. kilka kropel soku z cytryny albo delikatnego octu.
Witam na moim blogu, którego zadaniem jest nauczyć gotować każdego chętnego. Zawiera on przepisy, na których możesz się uczyć oraz cenne wskazówki, które pozwolą ci ugotować coś samodzielnie, a nie tylko powielić potrawę z przepisu. Zapraszam do kuchni :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marchewka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marchewka. Pokaż wszystkie posty
środa, 29 sierpnia 2012
czwartek, 13 października 2011
Zupa wielofasolowa
| Mieszanka, której używam |
Stąd też dzisiaj proponuję kolejny zimowo-jesienny przepis na pożywną i wysokobiałkową zupę z mieszanej fasoli. Ja używam tej ze zdjęcia obok, zawiera ona różne rodzaje fasolek, od malutkich mung po ogromnego jasia, groch, soczewicę i nawet ciecierzycę. Mieszankę można sobie oczywiście skomponować samemu. Przepis jest prosty, jedyne, o czym należy pamiętać to namoczenie fasolek dzień wcześniej. No i przyprawy - gorąco rekomenduję mój zestaw.
SKŁADNIKI:
- bulion
- paczka (lub pół paczki, jeśli wolimy mniejsza porcję) mieszanych fasolek (ok. 400g; UWAGA: chodzi o mieszankę bez kaszy, same strączkowce)
- marchewka - z bulionu lub świeża pokrojona w grube plasterki
- opcjonalnie - seler i pietruszka z bulionu lub świeże, pokrojone w plasterki
- mięso z bulionu, obrane i pokrojone na kawałki
- sól lub sos sojowy
- pieprz czarny lub kolorowy, świeżo tłuczone
- kolendra, ziarenka, świeżo tłuczone
- gałka muszkatołowa, świeżo starta
- tymianek, drobno pokruszony w palcach, odrobina
- majeranek, pokruszony w palcach, ok. 2 łyżki
WYKONANIE:
Ważny jest tu mocny i aromatyczny bulion. Ważne jest, aby dodać do niego odpowiednią ilość ziela angielskiego i liści laurowych oraz 2 goździki. Jeśli dysponujemy akurat innym bulionem przyprawy te należy wrzucić potem, podczas gotowania zupy i wyłowić przed podaniem.
Fasolę na sitku płuczemy dokładnie pod bieżącą wodą. Wsypujemy do głębokiego naczynia, zalewamy zimną wodą (woda będzie bardzo szybko wchłaniana, więc musi być jej sporo nad poziomem fasoli). Namaczamy przez noc.
Odlewamy wodę, fasolę zalewamy bulionem i gotujemy. Gotujemy, gotujemy, kiedy mniejsze fasolki staną się miękkie dodajemy przyprawy do smaku i gotujemy dalej. Sprawdzamy miękkość największych fasolek. Kiedy są już prawie dobre dodajemy warzywa i mięso i gotujemy razem, aż największe fasolki zmiękną. Jeśli używamy świeżych warzyw możemy wrzucić je wcześniej, razem z przyprawami, tylko mięso dodajemy na końcu, żeby się nie rozgotowało.
Uwaga: zupa gęstnieje i następnego dnia może być konieczne dolanie wody przed podgrzaniem.
sobota, 2 lipca 2011
Sałatka szefa kuchni (czyli moja)
W końcu obiecana z dawna lekka sałatka. Skomponowałam ją kiedyś przypadkiem, jak to zazwyczaj z sałatkami bywa. Natomiast zazwyczaj taką sałatkę zjada się jako miły dodatek do obiadu wzbogacający dietę w błonnik, ale rzadko warto którąś zapamiętać. Tę akurat warto i to na tyle, że zapisałam od razu przepis na nią, w dodatku z proporcjami. Tego przepisu radzę się trzymać i nie zamieniać granatu na truskawkę, a limonki na cytrynę, bo to już będzie inna sałatka.
Przy okazji chciałam zwrócić uwagę na taki składnik sałatek, jak prażone ziarna dyni. Proponuję uprażyć i dodać do jakiejkolwiek sałatki składającej się ze świeżych warzyw, to sami zobaczycie, dlaczego podnoszę temat. Można też uprażyć kolendrę, sezam i inne suche małe rzeczy, ale akurat moim faworytem jest dynia. A dlaczego prażona? Well, dla porównania zróbcie sobie porcję z dynią prosto z torebki. Co się niestety często zdarza. Ostatnio w pewnej restauracji, której nazwy nie wspomnę, bo większość moich znajomych będzie się w niej za tydzień bawić na naszym weselu, dostaliśmy zupę - krem brokułowy posypany płatkami migdałów. Niestety, takimi prosto z torebki, co było w ogóle bez sensu, równie dobrze mogli niczym nie posypywać. Co mi przypomina, że muszę im przypomnieć, żeby dla nas te migdały jednak uprażyli.
A tymczasem sałatka leci tak:
SKŁADNIKI:
- 1/2 główki sałaty lodowej
- 1 jabłko pokrojone na cieniutkie plasterki, najlepiej ze skórką
- 2 marchewki, obrane i starte na grubej tarce
- 'ziarnka' z 1/2 dużego, dojrzałego* granatu
- sok i otarta skórka z 1/2 limonki **
- pestki dyni
- nasiona kolendry
- sól
- grubo mielony pieprz
- oliwa z oliwek
WYKONANIE:
Do miski wrzucamy sałatę porwaną na małe kawałeczki lub pokrojona w paseczki, ziarnka granatu, jabłko i marchewkę.
Prażymy dynię i kolendrę z odrobiną soli. Polega to na tym, że nasiona (i sól) wsypujemy na pustą patelnię i stawiamy ją na ogniu. Patelnia musi mieć grube dno, bo inaczej wszystko szlag trafi (nasiona się spalą z jednej strony). Doglądamy procesu rozgrzewania się i mieszamy od czasu do czasu, zwłaszcza, kiedy patelnia jest już nagrzana, żeby wszystkie nasiona uprażyły się równomiernie. Dynia kiedy ma być gotowa nadyma się i lekko pyka, kolor nie musi się nawet zmienić. Kiedy uprażymy dynię przesypujemy ją do chłodnej miseczki (nie do sałatki jeszcze!), żeby wystygła. Jeśli wrzucilibyśmy je od razu, to poparzyłyby owoce i warzywa w sałatce, a tego nie chcemy.
Sałatę skrapiamy sokiem z limonki zmieszanym z otartą skórką, posypujemy pieprzem i polewamy odrobiną oliwy z oliwek. Kiedy dynia i kolendra wystygną posypujemy nimi wymieszaną delikatnie sałatkę. Podajemy od razu.
Smacznego :)
* pani na targu pokazała mi kiedyś, jak się sprawdza dojrzałość granatów - trzeba owoc nacisnąć i jeśli słychać trzaskanie, to jest dojrzały, jeśli nie słychać, to nie jest. Jeśli nie macie możliwości posłuchać okaże się po przekrojeniu - im ciemniejszy i bardziej czerwony granat, tym bardziej dojrzały. Jeśli jest lekko różowy, to sorry, ale musicie kupić inny.
** najpierw limonkę sparzamy, potem ocieramy, a potem przekrawamy na pół i wyciskamy sok.
Przy okazji chciałam zwrócić uwagę na taki składnik sałatek, jak prażone ziarna dyni. Proponuję uprażyć i dodać do jakiejkolwiek sałatki składającej się ze świeżych warzyw, to sami zobaczycie, dlaczego podnoszę temat. Można też uprażyć kolendrę, sezam i inne suche małe rzeczy, ale akurat moim faworytem jest dynia. A dlaczego prażona? Well, dla porównania zróbcie sobie porcję z dynią prosto z torebki. Co się niestety często zdarza. Ostatnio w pewnej restauracji, której nazwy nie wspomnę, bo większość moich znajomych będzie się w niej za tydzień bawić na naszym weselu, dostaliśmy zupę - krem brokułowy posypany płatkami migdałów. Niestety, takimi prosto z torebki, co było w ogóle bez sensu, równie dobrze mogli niczym nie posypywać. Co mi przypomina, że muszę im przypomnieć, żeby dla nas te migdały jednak uprażyli.
A tymczasem sałatka leci tak:
SKŁADNIKI:
- 1/2 główki sałaty lodowej
- 1 jabłko pokrojone na cieniutkie plasterki, najlepiej ze skórką
- 2 marchewki, obrane i starte na grubej tarce
- 'ziarnka' z 1/2 dużego, dojrzałego* granatu
- sok i otarta skórka z 1/2 limonki **
- pestki dyni
- nasiona kolendry
- sól
- grubo mielony pieprz
- oliwa z oliwek
WYKONANIE:
Do miski wrzucamy sałatę porwaną na małe kawałeczki lub pokrojona w paseczki, ziarnka granatu, jabłko i marchewkę.
Prażymy dynię i kolendrę z odrobiną soli. Polega to na tym, że nasiona (i sól) wsypujemy na pustą patelnię i stawiamy ją na ogniu. Patelnia musi mieć grube dno, bo inaczej wszystko szlag trafi (nasiona się spalą z jednej strony). Doglądamy procesu rozgrzewania się i mieszamy od czasu do czasu, zwłaszcza, kiedy patelnia jest już nagrzana, żeby wszystkie nasiona uprażyły się równomiernie. Dynia kiedy ma być gotowa nadyma się i lekko pyka, kolor nie musi się nawet zmienić. Kiedy uprażymy dynię przesypujemy ją do chłodnej miseczki (nie do sałatki jeszcze!), żeby wystygła. Jeśli wrzucilibyśmy je od razu, to poparzyłyby owoce i warzywa w sałatce, a tego nie chcemy.
Sałatę skrapiamy sokiem z limonki zmieszanym z otartą skórką, posypujemy pieprzem i polewamy odrobiną oliwy z oliwek. Kiedy dynia i kolendra wystygną posypujemy nimi wymieszaną delikatnie sałatkę. Podajemy od razu.
Smacznego :)
* pani na targu pokazała mi kiedyś, jak się sprawdza dojrzałość granatów - trzeba owoc nacisnąć i jeśli słychać trzaskanie, to jest dojrzały, jeśli nie słychać, to nie jest. Jeśli nie macie możliwości posłuchać okaże się po przekrojeniu - im ciemniejszy i bardziej czerwony granat, tym bardziej dojrzały. Jeśli jest lekko różowy, to sorry, ale musicie kupić inny.
** najpierw limonkę sparzamy, potem ocieramy, a potem przekrawamy na pół i wyciskamy sok.
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Cymes, czyli wszystko, co najlepsze
Kiedy napisałam cały wpis o cymesie Mozilla Firefox uznała, że musi się zrestartować i wszystko, z wyjatkiem tytułu, diabli wzięli. Żeby się więc nie powtarzać napiszę tylko, że cymes to jedna z najlepszych rzeczy na świecie i musicie go spróbować!
SKŁADNIKI:
1 kg marchewki
2 łyżki masła
1 łyżka miodu
100 g śliwek suszonych, bez pestek
cynamon
imbir
WYKONANIE:
Marchewkę obieramy, płuczemy, kroimy w plasterki. Rozgrzewamy w rondelku (lub na patelni, o ile mamy do niej przykrywkę). Na rozgrzane masło wrzucamy marchewkę i smażymy mieszając, aż się zarumieni. Dodajemy pozostałe składniki i mieszamy, aż miód się rozpuści, a przyprawy rozprowadzą równomiernie. Wtedy przykrywamy i dusimy od czasu do czasu mieszając. Kiedy wydaje się, że zaraz zacznie się przypalać podlewamy wodą. Woda ma ostatecznie wyparować, bo marchewka nie powinna pływać z żadnym sosie. Kiedy marchewka jest miękka cymes jest gotowy.
Cymes może służyć jako side dish do innych potraw, jako sałatka czy też samodzielnie, jako deser.
| Cymes |
1 kg marchewki
2 łyżki masła
1 łyżka miodu
100 g śliwek suszonych, bez pestek
cynamon
imbir
WYKONANIE:
Marchewkę obieramy, płuczemy, kroimy w plasterki. Rozgrzewamy w rondelku (lub na patelni, o ile mamy do niej przykrywkę). Na rozgrzane masło wrzucamy marchewkę i smażymy mieszając, aż się zarumieni. Dodajemy pozostałe składniki i mieszamy, aż miód się rozpuści, a przyprawy rozprowadzą równomiernie. Wtedy przykrywamy i dusimy od czasu do czasu mieszając. Kiedy wydaje się, że zaraz zacznie się przypalać podlewamy wodą. Woda ma ostatecznie wyparować, bo marchewka nie powinna pływać z żadnym sosie. Kiedy marchewka jest miękka cymes jest gotowy.
Cymes może służyć jako side dish do innych potraw, jako sałatka czy też samodzielnie, jako deser.
poniedziałek, 6 czerwca 2011
Sałatka z makaronem, pieczarkami i cukinią
Od robienia sałatek nikt się jeszcze gotowania nie nauczył. Jednak zanim się nauczymy coś jeść trzeba. Będę więc tu publikować również przepisy na moje ulubione sałatki. Zaczniemy od przepisu, który dostałam od znajomej amerykańskiej pani domu. Jest to sałatka makaronowa, a te - podobnie jak ziemniaczane - mają cenną zaletę, że są stosunkowo tanie i zapychające. Dobrze jest taką sałatkę zaserwować na imprezie obok lżejszych przekąsek. A więc do dzieła. Proporcje podaję oryginalne, choć sama robię już 'na oko'. Proponuję zrobić raz wg przepisu, a potem ocenić, czego chce się w sałatce mniej, a czego więcej.
SKŁADNIKI:
- 2 szkl. nieugotowanego makaronu (świderki lub muszelki)
- 1/2 szkl. majonezu (do tej konkretnie sałatki polecam Hellman's oryginalny - nie babuni)
- 1/4 szkl. jogurtu naturalnego
- 1 łyżka posiekanego szczypiorku (czasem robię bez, bo nie przepadam)
- 1 łyżeczka ziaren gorczycy
- 1 łyżeczka musztardy
- 1/4 łyżeczki pieprzu
- 1/2 szklanki świeżych pieczarek pociętych w dość grube plasterki (ja daję dużo więcej)
- 1 mała cukinia pocięta w cieniutkie plasterki
- 1 marchewka starta na grubej tarce (też czasem omijam ten składnik)
- 1 mała cebulka bardzo drobno posiekana
WYKONANIE:
Ugotować makaron. Oczywiście uważać, żeby się nie rozgotował. Dodam jeszcze, że na makaronie nie ma co oszczędzać, bo te najtańsze rozgotowują się na papkę i do żadnej sałatki się nie nadają. Osobiście polecam Lubellę. Odsączyć makaron.
Zmieszać majonez, jogurt, szczypiorek, gorczycę, musztardę i pieprz. Jeśli nie macie akurat gorczycy można użyć zamiast niej musztardy francuskiej, takiej z całymi ziarenkami.
Wymieszać wszystkie składniki z sosem. Chłodzić przez conajmniej 3 godziny (czasem nie wytrzymuję).
Tak, dobrze widzicie - cukinia, pieczarki i marchewka są w tej sałatce surowe. Dlatego ją lubię. W kuchni współczesnopolskiej pieczarek jest przesyt i bardzo mi z tego powodu zbrzydły te niewinne grzyby. Ale są to duszone lub smażone pieczarki. Świeże wyglądają, pachną i smakują zupełnie inaczej. Do sałatki należy wybrać jasne, niewielkie grzyby. Czasem trzeba ściągnąć im skórkę, ale zazwyczaj nie jest to potrzebne.
Smacznego :)
SKŁADNIKI:
- 2 szkl. nieugotowanego makaronu (świderki lub muszelki)
- 1/2 szkl. majonezu (do tej konkretnie sałatki polecam Hellman's oryginalny - nie babuni)
- 1/4 szkl. jogurtu naturalnego
- 1 łyżka posiekanego szczypiorku (czasem robię bez, bo nie przepadam)
- 1 łyżeczka ziaren gorczycy
- 1 łyżeczka musztardy
- 1/4 łyżeczki pieprzu
- 1/2 szklanki świeżych pieczarek pociętych w dość grube plasterki (ja daję dużo więcej)
- 1 mała cukinia pocięta w cieniutkie plasterki
- 1 marchewka starta na grubej tarce (też czasem omijam ten składnik)
- 1 mała cebulka bardzo drobno posiekana
WYKONANIE:
Ugotować makaron. Oczywiście uważać, żeby się nie rozgotował. Dodam jeszcze, że na makaronie nie ma co oszczędzać, bo te najtańsze rozgotowują się na papkę i do żadnej sałatki się nie nadają. Osobiście polecam Lubellę. Odsączyć makaron.
Zmieszać majonez, jogurt, szczypiorek, gorczycę, musztardę i pieprz. Jeśli nie macie akurat gorczycy można użyć zamiast niej musztardy francuskiej, takiej z całymi ziarenkami.
Wymieszać wszystkie składniki z sosem. Chłodzić przez conajmniej 3 godziny (czasem nie wytrzymuję).
Tak, dobrze widzicie - cukinia, pieczarki i marchewka są w tej sałatce surowe. Dlatego ją lubię. W kuchni współczesnopolskiej pieczarek jest przesyt i bardzo mi z tego powodu zbrzydły te niewinne grzyby. Ale są to duszone lub smażone pieczarki. Świeże wyglądają, pachną i smakują zupełnie inaczej. Do sałatki należy wybrać jasne, niewielkie grzyby. Czasem trzeba ściągnąć im skórkę, ale zazwyczaj nie jest to potrzebne.
Smacznego :)
Zupa krem z czerwonej soczewicy
Zupa z czerwonej soczewicy jest fajna, bo jest bardzo łatwa do zrobienia, nawet dla tych, którzy nie opanowali jeszcze gotowania prawdziwego bulionu. W jej przypadku można bowiem użyć bulionu z kostki bez większych strat na smaku. Innym jej atutem jest niewielka ilość składników, czyli to jedna z tych rzeczy, które udaje się zrobić bez wychodzenia z domu na zakupy.
SKŁADNIKI:
1 cebula
2 marchewki
1 łyżka masła
1 szklanka czerwonej soczewicy
1 litr bulionu (może być z kostki: do wyboru: warzywny, cielęcy, wołowo-drobiowy)
Polecane przyprawy: mielony pieprz, sos sojowy, imbir mielony, gałka musztatołowa, prażony sezam, natka z pietruszki
Oprócz garnka potrzebne będzie sito i tłuczek z kulistym końcem lub blender.
WYKONANIE:
Cebulę i marchewkę obieramy, płuczemy, kroimy na cienkie plasterki. Rozgrzewamy masło w garnku. Najlepiej, jeśli ten garnek ma grube dno. Na masło trzeba uważać, żeby się nie zaczęło palić. Ma się rozgrzać, a jeśli zacznie zmieniać kolor, to znaczy, że przesadziliśmy. Na rozgrzane masło wrzucamy pokrojone warzywa (oprócz marchewki można dodać troszkę selera, pora i pietruszki). Najlepiej najpierw cebulę, a kiedy zacznie się lekko rumienić*, marchewkę. Cebulę dusimy mieszając, a kiedy wrzucimy marchewkę można na chwilę przykryć, co nie znaczy, żeby przestać uważać. Kiedy marchewka trochę zmięknie wrzucamy przepłukaną soczewicę i zalewamy bulionem. Gotujemy na wolnym ogniu uważając, aby się nie przypaliło (w tym celu mieszamy od czasu do czasu). Kiedy warzywa będą miękkie, a soczewica się rozgotuje zdejmujemy rzecz z ognia i przecieramy zupę przez sito. Szczęśliwcy posiadający blender lub mikser z odpowiednią końcówką mogą użyć tego sprzętu. Wtedy jest nawet lepiej, bo cały błonnik trafia do zupy i nic się nie marnuje. Na sicie niestety zazwyczaj coś zostaje. Zupę doprawiamy do smaku zaproponowanymi wyżej przyprawami (raczej nie wszystkimi na raz - sosem sojowym na słoność i 1-2 pozostałymi, wg uznania).
*stopnie duszenia cebuli: zeszklić = kolor nadal biały, ale bardziej przezroczysty; lekko rumienić = kolor żółty, złoty; mocno rumienić = kolor brązowy; palić = kolor czarny)
Wikipedia o soczewicy
| Soczewica. Czerwona to ta pomarańczowa. |
1 cebula
2 marchewki
1 łyżka masła
1 szklanka czerwonej soczewicy
1 litr bulionu (może być z kostki: do wyboru: warzywny, cielęcy, wołowo-drobiowy)
Polecane przyprawy: mielony pieprz, sos sojowy, imbir mielony, gałka musztatołowa, prażony sezam, natka z pietruszki
Oprócz garnka potrzebne będzie sito i tłuczek z kulistym końcem lub blender.
WYKONANIE:
Cebulę i marchewkę obieramy, płuczemy, kroimy na cienkie plasterki. Rozgrzewamy masło w garnku. Najlepiej, jeśli ten garnek ma grube dno. Na masło trzeba uważać, żeby się nie zaczęło palić. Ma się rozgrzać, a jeśli zacznie zmieniać kolor, to znaczy, że przesadziliśmy. Na rozgrzane masło wrzucamy pokrojone warzywa (oprócz marchewki można dodać troszkę selera, pora i pietruszki). Najlepiej najpierw cebulę, a kiedy zacznie się lekko rumienić*, marchewkę. Cebulę dusimy mieszając, a kiedy wrzucimy marchewkę można na chwilę przykryć, co nie znaczy, żeby przestać uważać. Kiedy marchewka trochę zmięknie wrzucamy przepłukaną soczewicę i zalewamy bulionem. Gotujemy na wolnym ogniu uważając, aby się nie przypaliło (w tym celu mieszamy od czasu do czasu). Kiedy warzywa będą miękkie, a soczewica się rozgotuje zdejmujemy rzecz z ognia i przecieramy zupę przez sito. Szczęśliwcy posiadający blender lub mikser z odpowiednią końcówką mogą użyć tego sprzętu. Wtedy jest nawet lepiej, bo cały błonnik trafia do zupy i nic się nie marnuje. Na sicie niestety zazwyczaj coś zostaje. Zupę doprawiamy do smaku zaproponowanymi wyżej przyprawami (raczej nie wszystkimi na raz - sosem sojowym na słoność i 1-2 pozostałymi, wg uznania).
*stopnie duszenia cebuli: zeszklić = kolor nadal biały, ale bardziej przezroczysty; lekko rumienić = kolor żółty, złoty; mocno rumienić = kolor brązowy; palić = kolor czarny)
Wikipedia o soczewicy
Subskrybuj:
Posty (Atom)