Pokazywanie postów oznaczonych etykietą impreza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą impreza. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 listopada 2017

Różowe śledzie z limonką

Różowe śledzie już były, ale wynalazłam kolejne, nawet chyba jeszcze lepsze. Można je przyrządzić w wersji ze śmietaną lub bez, obie rewelacyjne. Zróbcie, bierzcie i jedzcie! 

W tym prostym daniu sekretem są - jak zwykle - dobrej jakości produkty, szczególnie śledzie. Zwróćcie uwagę, że w większości przypadków solone filety nazywane potocznie matjasami to "śledzie a la matjas". Mają się one to prawdziwych matjasów tak jak paluszek krabowy do kraba, mniej więcej. Prawdziwe matjasy kupić można w ALDIm i bardzo je polecam. Są też w IKEI, też rewelacyjne, ale już w gotowej zalewie, więc nie nadadzą się do tego dania.

SKŁADNIKI:
200 g solonych filetów śledziowych albo matjasów
otarta skórka z 1/2 limonki
sok z 1 limonki
1 burak
1 duże, kwaskowate jabłko
1 mała cebula
duża szczypta mielonego kardamonu
1/2 łyżeczki pieprzu czarnego
1/2 szklanki śmietany kwaśna 18%

WYKONANIE:
Buraka szorujemy, gotujemy lub pieczemy w skórce, aż będzie miękki. Do pieczenia owijamy buraka w folię aluminiową i pieczmy w 200 stopniach, może być przy okazji innych wypieków. Po upieczeniu/ugotowaniu obieramy ze skórki.
Śledzie kroimy w drobną kostkę (np. 1 x 1 x 1 cm), wrzucamy do miski, dodajemy skórkę i sok z limonki, mieszamy.
W drobniutką kostkę kroimy cebulę, w kostkę tej samej wielkości co śledzia - jabłko i buraka. Wszystko dorzucamy do śledzia, posypujemy pieprzem i kardamonem, mieszamy.
Jeśli decydujemy się na wersję ze śmietaną - dodajemy śmietanę i również mieszamy.
Odstawiamy do lodówki, żeby się przegryzło na godzinę lub dłużej. Ale niewykluczone, że po spróbowaniu zdecydujecie się zjeść wszystko od razu, bo już teraz jest pyszne.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Babka cytrynowa

Żółciutka i puszysta, pachnąca masłem i cytryną, odpowiednio wilgotna, ale też w sam raz krucha - taka jest właśnie ta babka cytrynowa. Nic więc dziwnego, że utrata przepisu na nią (długa historia) była jedną z moich dotkliwszych życiowych utrat. Jednak w te święta udało mi się zrekonstruować przepis na nią, czym wszyscy się radujmy! Zapisuję go tutaj, aby służył też innym i nigdy już nie zaginął.

Przy okazji: jeśli ktoś z Was w marcu 2004 lub 2005 roku dostał ode mnie maila z przepisami na kilka ciast (w formie załącznika .doc) - będę serdecznie wdzięczna za odesłanie mi tych przepisów. Są to cenniejsze od złota receptury, które zbierałam latami i za którymi bardzo tęsknię.

Zdj. by R.
SKŁADNIKI CIASTA:
2 szklanki mąki krupczatki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki imbiru (w proszku)
1/4 łyżeczki soli
masło do smarowania formy
mąka (też krupczatka) do wysypania formy
1 kostka (200 g) miękkiego (ogrzanego) masła
1/2 szklanki jasnego brązowego cukru
1 szklanka cukru pudru
4 jajka
otarta skórka z 1/2 cytryny
sok z 1/2 cytryny (ok. 50 ml)
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii

SKŁADNIKI LUKRU:
sok z 1/2 cytryny
otarta skórka z 1/2 cytryny
ok. 1 szklanka cukru pudru

WYKONANIE:
Nagrzewamy piekarnik do 180 st. C.
W miseczce mieszamy mąkę, proszek do pieczenia, imbir i sól, odstawiamy.
Dokładnie smarujemy formę na babkę masłem, po czym obsypujemy mąką. (Jeśli mamy foremkę, która tego nie wymaga - nie robimy tego). Tak przygotowaną foremkę odstawiamy w chłodne miejsce.
W makutrze lub mikserze ucieramy masło. Dodajemy brązowy cukier i ucieramy dalej (najlepiej - aż cukier przestanie być widoczny). Następnie dodajemy na zmianę jajka (po jednym) i cukier puder. Jeśli nie używamy ekstraktu waniliowego, tylko cukier waniliowy - dodajemy go teraz. Ucieramy, aż składniki połączą się, a masa będzie puszysta.
Dodajemy skórkę z cytryny i ekstrakt waniliowy. Nie przerywając ucierania dodajemy stopniowo mąkę (z dodatkami) i sok z cytryny.
Ciasto przekładamy do formy i wstawiamy do nagrzanego piekarnika na ok. 40 minut. Jest gotowe, kiedy patyczek wsadzony w środek wychodzi czysty.
Po upieczeniu pozwalamy ciastu przestygnąć, a w międzyczasie przygotowujemy lukier ucierając razem wszystkie składniki. Może się okazać, że trzeba dosypać więcej cukru pudru, lukier musi być dość gęsty.
Delikatnie wyjmujemy ciasto z formy (czasem dobrze jest nożem podważyć brzegi). Polewamy lukrem i zostawiamy do zupełnego wystygnięcia.

WARIACJE:
Ciasto można wykonać w formie babeczek (muffinków). Papilotki wypełniamy wtedy w 2/3 ciastem i pieczemy krócej - zależnie od wielkości babeczek, zazwyczaj 20-30 minut.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Środziemnomorska zupa czosnkowa (Aigo bouido)

Ta zupa była dla mnie zaskoczeniem, zarówno, jeśli chodzi o jej przygotowanie, jak i smak, który się uzyskuje. Pod obydwoma względami jest intrygująca i warto ją zrobić, choćby po to, żeby nauczyć nowej techniki. No a poza tym w tak ciężkich czasach nie sposób pogardzić czymś, co jest pyszne, eleganckie i bardzo tanie.
Czosnek w tej zupie pod wpływem gotowania traci swoją ostrość i staje się kremowy i delikatny. Nie trzeba się obawiać czosnkowego dechu.
Przepis, oczywiście, od Julii Child.

SKŁADNIKI
1 cała główka czosnku lub ok. 16 ząbków, nieobranych
1 1/2 l wody
2 łyżeczki soli
szczypta pieprzu
2 goździki
1/4 łyżeczki szałwii
1/4 łyżeczki tymianku
1/2 liścia laurowego
4 gałązki pietruszki
6 łyżek oliwy z oliwek
3 żółtka
do podania
tosty z białego pieczywa 
ser żółty, najlepiej parmezan

WYKONANIE
Czosnek wrzucamy na 30 sekund do naczynia z wrzącą wodą, po czym wyciągamy, studzimy i obieramy.
Obrane ząbki czosnku wraz solą, wszystkimi ziołami i trzema łyżkami oliwy zalewamy wodą i gotujemy powoli przez 30 minut w międzyczasie doprawiając do smaku.
W osobnym naczyniu ubijamy żółtka i pozostałą oliwę na majonez. Najpierw przez około minutę ubijamy same żółtka, aż staną się gęste. Wtedy kropla po kropli dodajemy oliwę i ubijamy nadal.
Tuż przed podaniem dodajemy do (znowu po kropli) łyżkę zupy do żółtek ciągle ubijając. Następnie powoli wlewamy resztę zupy przez sito, przeciskając przez nie czosnek.
Podajemy natychmiast z tostami i serem.

Obiło mi się gdzieś o oczy zdjęcie tej zupy z jajkiem w koszulce, tak też można.

sobota, 3 listopada 2012

Lebkuchen czyli piernik norymberski

Smak norymberskich pierników na opłatku możesz mieć teraz w domu! Kiedy znalazłam ten przepis w amerykańskiej książce kucharskiej (wiadomo, Ameryka to tygiel kulinarny) omal nie oszalałam z radości. Od tej pory Lebkuchen towarzyszy nam w każde święta Bożego Narodzenia. 

SKŁADNIKI
Ciasto
2 1/4 szklanki przesianej mąki
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki zmielonych goździków
1/2 łyżeczki zmielonego ziela angielskiego
1/4 łyżeczki startej gałki muszkatołowej*
1/2 szklanki ciepłej, bardzo mocnej kawy (parzonej, a nie rozpuszczalnej!)
1/2 szklanki miodu (do pierników polecam spadziowy lub wrzosowy)
1/4 szklanki (ok. 100 g) masła
1/2 szklanki ciemnego brązowego cukru
1 duże jajko
1/4 szklanki kandyzowanej cytryny 
1/4 szklanki kandyzowanej skórki pomarańczowej
1/4 szklanki kandyzowanej skórki cytrynowej
3/4 szklanki posiekanych migdałów
Polewa pomarańczowa
1 1/2 szklanki cukru pudru
3 łyżki wody lub soku z pomarańczy
otarta skórka z ok. 1/2 pomarańczy

* prawdopodobnie już to pisałam, ale napiszę jeszcze raz, bo ktoś mógł nie czytać: gałkę kupujemy bezwzględnie całą i trzemy na tarce tuż przed użyciem. Substancje aromatyczne (a o aromat przecież nam chodzi) w gałce są lotnej natury, wyparowują więc bardzo szybko. Gałka kupiona w formie tartej, nawet tuż po otwarciu torebki nie ma nawet 1/4 tego aromatu, co świeżo starta.

WYKONANIE
Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni C.  Płaską foremkę smarujemy masłem i odstawiamy.
Mieszamy mąkę, sodę i przyprawy korzenne, odstawiamy. W małej miseczce mieszamy dokładnie kawę z miodem, również odstawiamy.
Używając miksera ucieramy masło z brązowym cukrem, aż powstanie gładki krem. Oczywiście, można ucierać za pomocą drewnianego okrągłego tłuczka, robiłam tak przez wszystkie te lata zanim dostałam mikser. Dodajemy jajko i ubijamy dokładnie. Teraz na zmianę dodajemy porcję mąki z przyprawami (4 porcje) i porcję kawy z miodem (3 porcje). Ubijamy na niskich obrotach tylko aż składniki wymieszają się dokładnie. Wtedy dodajemy kandyzowane owoce i migdały, mieszamy łyżką.
Ciasto wykładamy do foremki, rozprowadzamy równo po dnie. Pieczemy 20 minut lub aż patyczek wbity w środek wyjdzie czysty.
Wyciągamy ciasto z piekarnika i studzimy. 
W międzyczasie przygotowujemy polewę, co jest bardzo proste, bo polega na zmieszaniu składników (można zmiksować).
Ciasto smarujemy polewą, po czym kroimy zanim polewa kompletnie wyschnie.




Brownie lub raczej brownies

W mojej książce kucharskiej tak piszą o tym specjale: Brownies probably go unchallenged as America's number one bar cookie. This version (...) carries chocolate extravagance to the limit. (Roupe, 1998)
Prawdopodobnie wielbiciele i wielbicielki czekolady nie potrzebują dodatkowej rekomendacji. Zwrócę tylko uwagę na dwa techniczne aspekty: 1) wg amerykańskiej nomenklatury brownies to ciasteczka, a nie ciasto, dlatego występują w liczbie mnogiej; trochę nie łapię różnicy między ciastem pokrojonym na kawałki a bar cookies, czyli ciastem pokrojonym na kawałki, ale niech im będzie. 2) oryginalnie brownies występują z polewą (frostingiem), w tym wypadku z serka (cream cheese), cukru i jajek; ja nigdy za tą polewą nie przepadałam i z tego powodu jej nie robiłam, więc nie będę udawać, że jest inaczej i przepisywać przepis, którego nie znam. 

SKŁADNIKI
1 1/4 przesianej mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
115 g gorzkiej czekolady* (ja czasem daję więcej czekolady, a za to odejmuję masła)
1 szklanka (220 g) masła
2 szklanki cukru (w tym 2-3 łyżeczki cukru waniliowego, chyba, że mamy pure vanilla extract, to wtedy 1 łyżeczka tegoż)
4 jajka
1 szklanka pokruszonych orzechów włoskich (można się obejść bez)

* czekolada powinna być jak najmniej słodka, wręcz niesłodzona

WYKONANIE
Łatwizna. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni. Smarujemy płaską foremkę masłem i odstawiamy w chłodne miejsce.
Mieszamy mąkę z solą i proszkiem do pieczenia, odstawiamy.
Na garnek z gotującą się wodą kładziemy drugi garnek lub miseczkę. W tym drugim naczyniu umieszczamy czekoladę i masło. Mieszamy, aż się roztopią i zmieszają. Wtedy zdejmujemy górne naczynie, dodajemy cukier i mieszamy. Ciąg dalszy dobrze jest wykonać mikserem, bo jest to dość gęste. Do czekoladowej mikstury dodajemy po jednym jajka, a potem mąkę. Jeśli używamy ekstraktu waniliowego dodajemy go po jajkach. Na końcu dodajemy orzechy i mieszamy łyżką.
Tak przygotowane ciasto wylewamy do foremki i szybko rozprowadzamy równomiernie po dnie.
Pieczemy 20 minut lub aż patyczek wbity w środek wyjdzie czysty.
I jeśli nie robimy polewy, to już wszystko :)


piątek, 2 listopada 2012

Ciasto dyniowe (Pumpkin Pie)

Postanowiłam w końcu, że dość tego egoizmu. Robię właśnie chyba piąte ciasto dyniowe w tym sezonie i nie wiem, które w życiu, a przepisu na blogu nie ma. To już będzie.
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie podawałam przepisu, bo podstawowy składnik, czyli dynia w postaci papki, wydawał mi się trudny do zdobycia, bo choć podobno jest w Polsce w sprzedaży, to nigdzie jej nie widziałam w formie wygodnej i puszkowanej i papkę - o ile nie dostanę puszek w darach - robię sama. Nie jest to jednak nic skomplikowanego, a ciasto dyniowe należy do najpyszniejszych rzeczy świata i zdecydowanie warto trochę się dla niego popapkać.

Pumpkin pie można uznać za kwintesencję wartości dodanej w gotowaniu. Smak i tekstura, które uzyskujemy w efekcie końcowym zdecydowanie przerastają sumę zmieszanych składników. To ciasto jest naprawdę wyjątkowe i chwała temu, kto - prawdopodobnie z braku laku lub z nadmiaru dyni - dodał tę ostatnią do ciasta z kremem (custard pie) i postanowił przytłumić jej smak korzennymi przyprawami.

Moje pierwsze pumpkin pie. Ames, Iowa; 2007
SKŁADNIKI:
Ciasto
1 1/4 szklanki przesianej mąki
1/2 łyżeczki soli
1/2 kostki schłodzonego smalcu (czyli 100 g)
1/6 szklanki lodowatej wody (wstawiamy ją na chwilę do zamrażalnika lub chłodzimy kostkami lodu)
Nadzienie
1/2 szklanki brązowego cukru (jasnego)
1/2 szklanki białego cukru
1/2 łyżeczki soli
1 1/4 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka imbiru (w proszku)
1/2 łyżeczki zmielonych goździków
1/2 łyżeczki startej gałki muszkatołowej
1 1/2 szklanki puree dyniowego
1 szklanka mleka pełnotłustego (3,2 %)
1/2 szklanki i 2 łyżki mleka kondensowanego (niesłodzonego)
3 duże jajka, lekko ubite
Do podania
bita śmietana (śmietana 30% i cukier)

WYKONANIE:

Dynia
Dynia hokkaido
Jeśli nie mamy dyni w puszce musimy zrobić sobie najpierw puree. Do jednego ciasta trzeba go stosunkowo niewiele, bo 1,5 szklanki, ale można zrobić od razu więcej, poporcjować po dokładnie tyle i zamrozić. Wtedy babramy się w dyni raz, a papki mamy na całą zimę. Dynie na rynku są różne, zwłaszcza teraz, w sezonie. Najlepsza do naszego celu będzie dynia hokkaido. Nie jest tak spektakularnie piękna jak duże lampionowe dynie, ale: 1) jest pyszna; 2) ma odpowiednią konsystencję (inne dynie są zbyt wodniste); 3) nie trzeba jej obierać ze skórki. Ale do rzeczy: dynię dokładnie myjemy, odcinamy końcówki i ewentualne brzydkie kawałki skórki. Przekrawamy na pół i wydrążamy z pestek i tej bardziej miękkiej części. Kroimy jeszcze raz na pół. Jeśli postanowiliście zaryzykować z inną dynią, kroimy ją w ósemki i obieramy. Tak przygotowaną dynię dotujemy na parze, aż będzie miękka. Tak miękka, że będzie rozpadać się pod naciskiem. Ugotowane kawałki studzimy i rozdrabniamy na papkę w blenderze. Można pewnie też przetrzeć przez sito albo użyć innych archaicznych sposobów. I mamy gotowe puree. Jeśli zrobiliśmy więcej i mrozimy, można to zrobić w plastikowych pojemnikach na żywność lub szczelnie zamkniętych foliowych torebkach.

Ciasto
Ciasto wykonujemy według przepisu na ciasto do tarty, z tą różnicą, że zamiast masła używamy smalcu. Wiem, że to może zabrzmieć dziwnie, ale warto! Ciasto na smalcu jest dużo bardziej kruche i przyjemne, niż to na maśle. Poza tym lekki smalcowy smaczek dodaje ciastu pikanterii. Dodam, że w oryginalnym przepisie na cherry pie i apple pie też występuje to ciasto na smalcu. I jeszcze dodam, że ostatnio nie bawię się w ręczne siekanie tłuszczu i mąki, tylko robię to w maszynie - efekt jest równie dobry, tylko trzeba przypilnować, żeby zatrzymać maszynę, kiedy kawałki tłuszczu są odpowiedniej wielkości (pea size).
Ciasto po przygotowaniu chłodzimy przez ok. pół godziny, po czym rozwałkowujemy je i wykładamy nim foremkę (ja korzystam z okrągłej szklanej, fi 23 cm). Foremki nie smarujemy przedtem niczym.

Nadzienie
Nadzienie jest z tego wszystkiego najprostsze, bo jego wykonanie polega na zmieszaniu składników. Najpierw w dużej misce mieszamy wszystkie suche składniki. Potem dodajemy dynię i oba rodzaje mleka, a na końcu mieszamy całość z ubitymi jajkami. Nadzienie wylewamy do foremki wyłożonej ciastem.

Wstawiamy ciasto do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C. Pieczemy 15 minut, po czym zmniejszamy temperaturę do 180 stopni i pieczemy dalsze 45 minut. Ciasto jest gotowe, kiedy patyczek wbity w połowie odległości między środkiem a brzegiem wychodzi czysty.

Po upieczeniu czekamy aż ciasto wystygnie, a najlepiej jeszcze jest je schłodzić w lodówce - masa nabiera wtedy delikatniejszej konsystencji.

Ciasto kroimy jak tort na 8 kawałków, podajemy na zimno z bitą śmietaną. Przechowujemy w lodówce.

środa, 29 sierpnia 2012

Różowa sałatka z resztek po sushi

Koniki już sobie poszły, zostały tylko resztki
Czasem stawiam sobie zadanie, żeby zrobić coś dobrego do jedzenia bez wychodzenia do sklepu, czyli tylko z tego, co akurat mam w domu. Jest to zarówno kwestia ambicji jak też lenistwa i oszczędności.
Tym razem miałam kilka rzeczy, które zostały mi z ostatniego spotkania klubu, na którym robiłyśmy z dziewczynami sushi. Nawiasem mówiąc, za 80 kawałków wyszło nam po 15,73 zł za osobę (bez wasabi, octu i sosu sojowego, których nie liczyłam, a osób było 3). No i dziś głodna i zajęta z resztek zrobiłam sałatkę na tyle pyszną, że aż ją tu opiszę.

SKŁADNIKI
- paluszki krabowe
- rzodkiewka
(paluszków i rzodkiewki mniej więcej tyle samo, albo jak kto lubi)
- różowy imbir marynowany
- sezam prażony
- majonez (pewnie japoński lepiej by z tym szedł, ale ja użyłam kieleckiego)
- kropla lub dwie oleju sezamowego

WYKONANIE
Paluszki zalewamy wrzątkiem, po kilku minutach wyjmujemy z wody, obieramy z folii i kroimy na kawałki ok. 2 cm. Rzodkiewkę czyścimy i kroimy w kostkę, plasterki lub ósemki - zależnie od wielkości. Imbir kroimy w paseczki. Wszystko wrzucamy do miseczki, skrapiamy olejem sezamowym i mieszamy z majonezem. Posypujemy sezamem i smacznego :)

piątek, 1 czerwca 2012

Strawberry Pink Drink

Zastanawiacie się pewnie czasem, co decyduje o sukcesie (lub jego braku) organizowanych samodzielnie imprez. Oczywiście nie ma na to prostej odpowiedzi, ale pewne jest, że fama o dobrych drinkach jest w stanie znacząco podnieść frekwencję. Na mojej ostatniej imprezie gościły nie lada osobistości, o czym świadczy załączona fotografia. Obie zadeklarowały, że wpadły na drinczka.
Dziś więc napiszę, lakonicznie, bo inaczej się nie da, o moim nowym odkryciu. Spróbujcie, może do was też przyjdzie ktoś ciekawy.


SKŁADNIKI:
- dojrzałe, bardzo słodkie truskawki
- tzw. ruski szampan
- ewentualnie lód

WYKONANIE:
Truskawki myjemy i obieramy z szypułek. Chłodzimy w lodówce kilka godzin. Szampana też chłodzimy.
A potem miksujemy składniki. Z lodem lub bez, według uznania. Proporcje też wg uznania, ale możecie zacząć od objętościowego pól na pół. Miksujemy tak, żeby widoczne były jeszcze drobniutkie cząstki owoców.

piątek, 25 maja 2012

Sałatka z tuńczykiem

Moi drodzy uczniowie,
bardzo Was przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale ostatnio więcej pracuję, a mniej gotuję. Ale postanawiam się poprawić i na przeprosiny podam wam z głowy przepis na moja ulubioną sałatkę tzw. majonezową. Może nie sezon na nią, może była modna 15 lat temu, ale i tak ją lubię. A wkrótce bardziej wysublimowane przepisy.

SKŁADNIKI:
puszka tuńczyka w sosie własnym, w kawałkach
puszka słodkiej kukurydzy
słoik pieczarek marynowanych, pokrojonych na pół i w plasterki
5 jajek ugotowanych na twardo, obranych i pokrojonych w kosteczkę
ok. 10 małych (lub mniej dużych) ogórków konserwowych, pokrojonych w kosteczkę
majonez kielecki, średni słoik

WYKONANIE:
Zgadnijcie ;)

czwartek, 22 grudnia 2011

Kluski z makiem mojej mamy

Dla tych, którzy są ciekawi różnic pomiędzy moją kutią a kluskami z makiem mojej mamy różnice te opiszę poniżej.
Kluski z makiem zawierają kluski zrobione z mąki, jajka i wody, a kutia - pszenicę bez łusek. I na tej różnicy można by poprzestać, ale moja mama inaczej doprawia mak. Po pierwsze, aromatyzuje go na migdałowo olejkiem zamiast na waniliowo, po drugie zamiast śmietanki dodaje masła (roztopionego), po trzecie używa tylko rodzynek i orzechów włoskich.
Kluski z makiem podaje się na ciepło, a kutię na chłodno-pokojowo.

Kutia

Kutia należy do mojego stałego wigilijnego repertuaru. Ale nie znalazła się tam przekazana z dziada pradziada, czy też babki prababki, gdyż w mojej rodzinie robiło się kluski z makiem. Chyba jakoś w czasach liceum usłyszałam słowo 'kutia' w piosence o świętach (pewnie tej trójkowej) i poszperałam w 'Kuchni polskiej', żeby się dowiedzieć, co to jest. Tak, to były czasy przed internetem. Spróbowałam ją zrobić i posmakowała mi bardziej niż kluski. Wykonanie jest bardzo łatwe, choć czasochłonne, więc polecam.
No proszę, jaki pożyteczny rysunek. Ostrzem do sitka!

SKŁADNIKI:
200 g pszenicy bez łusek (do kupienia na targach)
150 g maku
100 g (lub więcej) bakalii; rodzynek, orzechów, fig, daktyli, śliwek suszonych itd.
cukier waniliowy
cukier brązowy
miód
125 ml śmietanki (słodkiej płynnej najlepiej)


WYKONANIE:
Pszenicę przepłukać na sicie pod bieżącą wodą, ugotować do miękkości (zajmuje to nawet 3-4 godziny). Wodę do gotowania pszenicy można posłodzić i dodać trochę cukru waniliowego. Lepiej przygotować duży gar i gotować pszenicę w dużej ilości wody, bo bardzo zwiększa objętość, a poza tym woda zamienia się w kisiel i całość trudno zamieszać, a łatwo przypalić. W razie potrzeby dolewamy więc wrzątku i mieszamy regularnie. Po ugotowaniu odsączamy, może się okazać, że pszenicę trzeba przepłukać, bo tworzy jednolity glut. Wtedy przepłukujemy, ale nie kranówą, tylko przegotowaną ciepłą wodą.
Mak należy sparzyć gorącą wodą (tzn. po prostu zalać) i gotować na małym ogniu pod przykryciem tak długo, aż da się rozcierać w palcach. Wtedy odcedzamy go i osączamy przez gęste sito, a następnie przepuszczamy przez maszynkę, taką tzw. 'do mięsa'.
Zmielony mak doprawiamy miodem i cukrem, wanilią.
Bakalie zalewamy wrzątkiem na kilka minut, odsączamy, większe sztuki (figi, daktyle, śliwki, morele, orzechy) siekamy.
Mieszamy pszenicę, mak, bakalie i śmietankę. Próbujemy i doprawiamy w razie potrzeby cukrem i miodem.


Pierniczki na choinkę

Te pierniczki wystąpiły w tegorocznej edycji naszych kartek świątecznych.
Właściwie to powinnam była pomyśleć o Was, nieboraki, wcześniej i opublikować świąteczne przepisy tydzień temu, abyście się mogli przygotować. Ale tego nie zrobiłam, więc let's not argue who killed who, tylko startujemy.
Zaczniemy od pierniczków na choinkę. Te są na tyle dobre, że mogą być spokojnie zjadane nawet bez uprzedniego wieszania na drzewku. Nie potrzebują też miesięcy, aby zmięknąć. Ciasto jest miękkie (dlatego bez chłodzenia ani rusz) i kruche (na surowo), to dlatego, że nie ma w nim jajka. Z jajkiem jest bardziej elastyczne i łatwiej się z nim pracuje, ale pierniczki wychodzą twarde jak kamienie, więc po namyśle zdecydowałam się przekazać ten przepis. 

Przy okazji chciałam życzyć wszystkim czytelnikom mojego bloga obchodzących w jakiś sposób najbliższe święta wielu pyszności, najlepiej własnego autorstwa oraz rozwoju kulinarnego i gotowania pełnego nowych odkryć w Nowym Roku!

SKŁADNIKI:
125 g miękkiego masła
1/2 szklanki brązowego cukru
1/2 szklanki płynnego miodu
2 1/2 szklanki mąki pszennej (numery od 500 w górę)*
zapas mąki do posypywania stolnicy w czasie wałkowania
4 łyżeczki (lub więcej) przypraw korzennych: cynamonu, imbiru, goździków, gałki muszkatołowej lub gotowej mieszanki do pierników
0,5 łyżeczki sody oczyszczonej

WYKONANIE:
Masło z cukrem ucieramy (mikserem lub tłuczkiem) na puszysty krem. Dodajemy pozostałe składniki i zagniatamy ciasto. Jeżeli bardzo się klei, dodajemy mąki. Ciasto zawijamy szczelnie w folię i wkładamy do lodówki, aby się schłodziło (ok. 30 minut).
Rozgrzewamy piekarnik do 180 st. C.
Ciasto rozwałkowujemy cienko na stolnicy. Aby nie przywierało stolnicę posypujemy mąką, można też namączyć wałek. Wycinamy kształty, przenosimy wycięte ciasteczka na blachę wyłożoną papierem do pieczenia (na jednym kawałku papieru można upiec kilka kolejnych porcji). Dziurki na nitkę wycinamy np. słomką do picia. Należy pamiętać o odstępach między pierniczkami - trochę urosną.
Pieczemy pierniczki aż będą złoto-brązowe (ok. 8-10 minut). Ważne jest, jakkolwiek oczywiście to brzmi, żeby w pierniczków pilnować, bo się spalą. W czasie pieczenia pierniczków nie można zajmować się niczym innym, albo trzeba za każdym razem nastawiać alarm. Serio, próbowałam już różnych rzeczy i jeśli nie przestrzega się tej zasady, to efekt jest taki, że połowa ciasteczek jest do wyrzucenia.
Kolejna ważna rzecz - pierniczki po wyjęciu z pieca będą miękkie, twardnieją wraz z stygnięciem, więc należy je do wystygnięcia rozłożyć na płaskiej powierzchni.
Wystudzone pierniczki można udekorować dowolnie. Polecam najprostszy lukier z cukru pudru i soku z cytryny/pomarańczy. Można też dodać otartej skórki cytrusowej. Lukier musi zawierać minimalną ilość płynu, żeby zastygł w rozsądnym czasie.

* Im większy numer na mące, tym jest ona drobniejsza. Tak więc 650 jest drobniejsza niż 450. Drobniejszych używamy do ciasta na pierogi, makaronu itd., a grubszych - aż po krupczatkę - do wypieków.

niedziela, 13 listopada 2011

Sałatka śledziowa

Ten przepis jest wariacją na temat poprzedniego, niemal sposobem podania śledzia marynowanego. Ale, jak zwykle, na wypadek, gdybyście sami na to nie wpadli:

SKŁADNIKI:
śledzie marynowane w occie
cebulka z tychże śledzi
olej (np. słonecznikowy)
kolendra (ziarenka)
pieprz (ziarenka)
ewentualnie: ocet balsamiczny


WYKONANIE:
Wyławiamy śledzie z marynaty, kroimy w paseczki lub grubą kostkę. Wrzucamy do miseczki. Wyławiamy również nieco cebulki, odciskamy i kroimy drobniutko. Dodajemy do śledzi. Całość polewamy olejem (to nie ma pływać w oleju, olej ma być dressingiem) i posypujemy świeżo utłuczoną kolendrą i pieprzem. Można delikatnie skropić octem balsamicznym. I gotowe.

Śledzie w occie

Kolejny przepis na śledzia. Tym razem klasyczne śledzie marynowane, aczkolwiek lepsze niż te ze sklepu. Poza tym tańsze.


SKŁADNIKI
filety śledziowe solone (matiasy)
cebula najlepiej biała (wagowo ma być mniej cebuli niż śledzi)*
ocet, najlepiej winny lub winny ze spirytusowym
miód 
gorczyca
kolendra (ziarna)
pieprz czarny lub kolorowy (ziarna)


WYKONANIE
Filety płuczemy i moczymy przez noc, aż stracą nadmiar słoności. Cebulę obieramy, płuczemy i kroimy w cienkie plasterki. W naczyniu układamy warstwami śledzie i cebulę posypując każdą warstwę kolendrą (można ją lekko potłuc). Pierwszą i ostatnią warstwą ma być cebula.
W rondelku gotujemy szklankę wody z gorczycą i pieprzem, dodajemy miód i ocet do smaku - ma być pikantne i kwaśne od octu, ale też słodkawe. Smak marynaty powinien wydawać się trochę za mocny, bo rozcieńczy się ona śledziami i cebulą. Marynatę studzimy, zalewamy nią śledzie. Następnego dnia można przystąpić do konsumpcji, ale w szczelnie przykrytym pojemniku takie śledzie przechowywać można kilka dni.

* jeśli masz podejrzenie, że cebula może być gorzka można ją sprawić w sposób opisany tu.

sobota, 12 listopada 2011

Śledzie na różowo

Tak podobno wygląda śledź zanim stanie się matiasem.
Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy już mogę, czy też jeszcze nie, napisać o śledziach. Bo mam taką zasadę, że piszę tylko o potrawach, na których się znam, które zawsze mi wychodzą i w których czuję się, krótko mówiąc ekspertką. Jeśli chodzi o śledzie, to cały czas czuję pewne onieśmielenie, bo ich przyrządzanie wydaje mi się sztuką dość tajemniczą. Ale cztery śledziowe przekąski pod rząd mi się udały (każda inna) i neutralny sędzia ocenił, że już mogę pisać.
Na pierwszy rzut opiszę śledzia na różowo, przekąskę na której trop wpadłam w Ambasadzie Śledzia, lokalu, który polecam nie tylko ja. Ich śledź na różowo to bez większej przesady niebo w gębie. Nie jest to ten sam śledź, co mój, ale inspiracja połączenia buraka z rybą pochodzi właśnie z Ambasady. Jest to danie tyleż eleganckie, co tanie, co jest połączeniem cech zaiste cennym.

SKŁADNIKI:
- solone filety ze śledzia, tzw. matiasy, powiedzmy, 500g
- ocet winny, najlepiej z czerwonego wina
- czerwone wino, wytrawne, 1/2 - 1 szkl.
- liść laurowy
- ziele angielskie, kilka sztuk
- goździki, kilka sztuk
- pieprz w ziarenkach, kilkanaście sztuk
- łyżka cukru
- burak czerwony, 1-3 szt
- cebulka, 1 szt
- jabłko, 1-3 szt
- opcjonalnie: kwaśna gęsta śmietana 12% lub 18%
- pieprz świeżo tłuczony dodoprawienia

WYKONANIE:
Dzień pierwszy
Filety śledziowe płuczemy i zalewamy dużą ilością zimnej wody, odstawiamy do lodówki na noc. Wodę można od czasu do czasu zmienić, a śledzia próbować - ma być słony, ale nie za słony. A z drugiej strony nie może się przemoczyć, bo stanie się wodnisty w smaku.
Dzień drugi
Wylewamy wodę ze śledzi, kroimy filety w poprzek, w paseczki szerokości ok. 1,5 cm. Przygotowujemy marynatę. Przyprawy (pokruszony liść laurowy, goździki i ziarna - można to wszystko nadtłuc) wrzucamy do rondelka, dodajemy cukier i ok. szklankę wody, doprowadzamy do wrzenia, po czym gotujemy kilka minut. Studzimy lekko, dodajemy wino i ocet do smaku. Zalewa ma być korzenna, pikantna, z wyczuwalnym octem. Jeśli dobrze wymoczyliśmy śledzie, tak, że nadal są trochę słone, nie dodajemy do zalewy soli. Tak przygotowaną zalewą - nomen omen - zalewamy pokrojone śledzie. Odstawiamy na tyle, ile mamy czasu. Co najmniej godzinę, ale jeśli postoją tak przez noc, to też im to dobrze zrobi.
Dzień trzeci lub nadal drugi
Gotujemy wyszorowane buraki w mundurkach (bez obierania ze skórki), aż będą miękkie. Studzimy, obieramy i kroimy w zapałkę lub ścieramy na grubej tarce (zapałka wygląda lepiej). Jabłka obieramy i ścieramy na grubej tarce, a cebulę kroimy w drobniutka kosteczkę*. Śledzie odsączamy z marynaty, przekładamy do naczynia, w którym ostatecznie mają się znajdować. Mieszamy z pozostałymi składnikami. W razie potrzeby można doprawić octem, sokiem z cytryny itd. Sałatkę odstawiamy znowu do schłodzenia. 
Zależnie od gustu, całość mieszamy ze śmietaną lub nie.

Inna wersja, którą preferuję ostatnio pomija octową marynatę. Wymoczone przez noc śledzie posypuję pieprzem utłuczonym z goździkiem i ziarenkami jałowca (2-3), mieszam. Dodaję starte jabłko, buraka i cebulę (wcześniej posoloną i wypłukaną) i zostawiam na noc. Kolejnego dnia dodaję śmietanę.

* Co zrobić żeby cebula nie była gorzka?
Aby cebula nie była gorzka można po pokrojeniu zasypać ją solą, wygnieść i opłukać.

sobota, 24 września 2011

Cola cake - czekoladowe ciasto z colą

Jako, że uważam smak coca-coli za jedno ze szczytowych osiągnięć ludzkości, przepis o prostym tytule cola cake wzbudził moją natychmiastową konsternację i chęć wypróbowania. Ciasto zawiera colę, której jednak w finalnym produkcie nie czuć. Niemniej, przepis jest godzien polecenia wszystkim początkującym - jest banalnie prosty i ma łatwe do zapamiętania proporcje składników, na bazie których można tworzyć swoje własne kombinacje. Poza tym ciasto to pokocha każdy, kto lubi wilgotne, czekoladowe ciasta.
W komplecie jest polewa, jeśli ktoś lubi. Oryginalne proporcje dają bardzo dużą, amerykańską jej ilość, sugeruję zrobić pół porcji, żeby nie zatracić pod nią smaku ciasta.


SKŁADNIKI:
ciasto:
2 szklanki mąki (np. 1 szkl. krupczatki i 1 szklanka poznańskiej)
2 szklanki cukru (można użyć jasnego brązowego)
cukier waniliowy (w USA: pure vanilla extract)
1/2 szklanki masła (ok. 1/4 kostki)
1 szklanka coca coli (lub pepsi)
3 łyżki ciemnego kakao
1/2 szklanki maślanki
2 duże jajka, dobrze ubite
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 1/2 szklanki miniaturowych marshmallow'ów (można pociąć na kawałeczki te zwykłe, ostatecznie można też pominąć ten składnik)
polewa:
4 szklanki cukru pudru (ok. 500 g)
1/2 szklanki masła
1/4 szklanki i 2 łyżki coca coli (lub pepsi)
3 łyżki ciemnego kakao
1 szklanka posiekanych orzechów: pecanów, laskowych lub włoskich

WYKONANIE:
Rozgrzać piekarnik do 180 stopni C (350 F). Nasmarować masłem prostokątną foremkę do pieczenia (chyba, że używamy silikonowej); odstawić.
Do miski przesiać mąkę. Dodać cukier i cukier waniliowy, wymieszać; odstawić.
W małym rondelku umieścić masło, colę i kakao; wymieszać. Podgrzewać na małym ogniu mieszając, aż mikstura osiągnie wrzenie i składniki dokładnie się wymieszają. Wlać do mąki z cukrem, wymieszać mikserem lub trzepaczką. Dodać maślankę, sodę, ubite jajka i marshmallowy, dobrze wymieszać.
Wlać ciasto do przygotowanej wcześniej foremki, wyrównać. Piec ok. 40 min., aż drewniany patyczek wbity w środek będzie wychodził czysty.
Pod koniec pieczenia przygotować polewę: w rondelku (tym samym, co wcześniej) umieścić masło, colę i kakao, podgrzać mieszając, a kiedy mikstura osiągnie wrzenie dodać cukier i wymieszać (mikserem lub ręcznie). Dodać orzechy.
Wyjąć ciasto z piekarnika, rozprowadzić na nim polewę kiedy jeszcze jest gorące. Pozostawić do ostygnięcia.
Enjoy!

Amerykańska sałatka ziemniaczana

Tak wyglądają ziemniaki, które najlepiej nadają się do sałatek.
Taką właśnie sałatkę ziemniaczaną dostaniecie w każdej amerykańskiej restauracji, gdzie popularnie występuje ona jako jeden z możliwych dodatków (side dish). Doskonale sprawdza się jednak także jako osobne danie. Jest to moja ulubiona sałatka ziemniaczana i jedna z ulubionych sałatek w ogóle. 
Warto zwrócić uwagę na ziemniaki, jakich używamy (nie tylko do tej sałatki). W przepisie Roupe na którym bazuję ziemniaki są różowe (chodzi o kolor skórki) i od kiedy udało mi się je znaleźć na jednym ze straganów Tomexu, nie kupuję innych. Świetnie sprawdzają się również w zupach i innych potrawach, gdzie zależy nam na zachowaniu kształtu ziemniaka. Poza tym są wyśmienite w smaku.


SKŁADNIKI:
1,5 kg różowych ziemniaków, ugotowanych w mundurkach, obranych i pokrojonych na ćwiartki wzdłuż, a potem w plasterki
1/2 szklanki posiekanej drobno cebuli
1 szklanka drobno posiekanego selera naciowego
4 duże jajka ugotowane na twardo i pokrojone w kosteczkę
1/2 szklanki pokrojonych w kosteczkę korniszonów
1 1/2 szklanki majonezu (ja preferuję Hellmans oryginalny; można wymieszać z jogurtem lub śmietaną)
sól
biały pieprz


WYKONANIE:
Mieszamy składniki :) Sól i pieprz są opcjonalne, używając majonezu nie będziesz ich raczej potrzebować. Jeśli zaś masz to szczęście (a ze statystyk widzę, że sporo z moich czytelników ma) i mieszkasz w Stanach lub Kanadzie, zamiast majonezu użyj Miracle Whip salad dressing doprawionego solą i pieprzem. Sałatkę można doprawić 2 łyżeczkami nasion selera.



poniedziałek, 19 września 2011

Pasta z bakłażana

To kolejny przepis wymagający narzędzia do rozdrabniania (blendera lub miksera z końcówką z nożykami). Z góry przepraszam tych, którzy takich narzędzi nie mają, ale sama czekałam na nie kilka lat, dlatego teraz sobie rekompensuję.
Tym razem w roli głównej bakłażan, jedno z moich ulubionych warzyw, choć właściwie trudno powiedzieć, dlaczego. Bo przecież nie chodzi tylko o zmysłowe doznania gładzenia bakłażanowej skórki na wibrująco jędrnym owocu...
A tytułowa pasta może posłużyć na kanapeczki lub jako dip. O dziwo, trochę przypomina guacamole.


SKŁADNIKI:
- 2 bakłażany
- 1 malutka cebulka, posiekana
- czosnek wg upodobań - od 2 ząbków po pół główki, rozdrobniony
- oliwa z oliwek - na ile pozwala nam linia - od 2 łyżek po pół szklanki
- natka z pietruszki
- sok z cytryny - do smaku (ok. pół cytryny)
- sól
- pieprz
- kolendra (ziarenka)


WYKONANIE:
Bakłażany myjemy, odcinamy im zielone szypułki, przekrawamy na pół wzdłuż i układamy miąższem w dół na blasze (folii aluminiowej, odkrytym naczyniu żaroodpornym). Wstawiamy do nagrzanego do 200 lub nawet 250 stopni piekarnika i pieczemy, aż miąższ stanie się miękki, a skórka przypieczona. Zostawiamy do schłodzenia. Kroimy na kawałki.
Bakłażana, cebulkę, rozdrobniony czosnek, posiekaną natkę z pietruszki, sok z cytryny i oliwę umieszczamy w blenderze i blendujemy :) Doprawiamy solą, sokiem z cytryny i świeżo utłuczoną kolendrą (można ją wcześniej uprażyć na suchej patelni) i pieprzem. Blendujemy raz jeszcze. 
Pastę podajemy schłodzoną.


Jeśli chodzi o stopień rozdrobnienia, to wszystko zależy od naszych upodobań - możemy zrobić zupełnie gładki krem, możemy pozostawić widoczne kawałeczki, możemy też wszystko po prostu drobniutko posiekać i wymieszać.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Mississipi mud pie czyli czekolada z czekoladą

Przepis dedykuję Martolinie.

Wczorajszy piknik należał do wydarzeń pod każdym względem udanych. Jednym z tych względów była premiera kilku (nie tylko moich) znamienitych potraw, w tym tego właśnie ciasta. Przepis na to proste w wykonaniu, a spektakularne w smaku ciasto znalazłam w książce Gordona Ramsay'a "Kuchnie świata" w dziale z kuchnią amerykańską. Ciasto jest tak dobre, jak czytając przepis wydaje się, że może być, a nawet bardziej. Jeśli jesteś na diecie, nawet nie czytaj.


SKŁADNIKI:
baza:
200 g kruchych ciasteczek (ja użyłam herbatników LU Digestive, bez czekolady)
60 g masła
szczypta soli
60 g dobrej jakości ciemnej czekolady (użyłam gorzkiej Wedla)

krem:
180 g dobrej jakości ciemnej czekolady (jak wyżej)
180 g masła
4 duże jajka, lekko rozbełtane
180 g brązowego cukru - pół na pół ciemnego i jasnego
200 ml śmietany kremówki

do podania:
100 ml śmietany kremówki, schłodzonej
2-3 łyżki cukru pudru
czekolada do dekoracji - tarta na szerokie płaty

WYKONANIE:
Zaczynamy od ciasta. W tym celu kruszymy herbatniki (np. wałkując je w torebce foliowej). Nad rondlem z gotującą się wodą ustawiamy miskę (żaroodporną) i roztapiamy w niej masło, czekoladę i sól. Mieszamy do uzyskania gładkiej masy. Zestawiamy z ognia, mieszamy z kruszonymi ciasteczkami.
Ciasto przekładamy do tortownicy, rozprowadzamy równomiernie po dnie i brzegach przyciskając spodem łyżki lub dłonią. Jeśli ktoś nie ma tortownicy może użyć zwykłej okrągłej blaszki wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawiamy do lodówki dla zestalenia. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni C.
Przygotowanie kremu zaczynamy tak samo, czyli od rozpuszczenia masła i czekolady w misce ustawionej nad gorącą wodą. Zestawiamy na chwilę do ostygnięcia. W dużej misce ubijamy jajka z cukrem, aż powstanie gęsta masa o dwukrotnie większej objętości. Wtedy miksując dodajemy śmietanę, a następnie rozpuszczoną czekoladę z masłem.
Masę przelewamy na spód z ciasteczek i pieczemy ok. 45 minut aż całość stwardnieje. Przed wyjęciem z formy zostawiamy do całkowitego ostygnięcia.
Przed podaniem ubijamy śmietanę z cukrem (my byliśmy na pikniku, więc dla ułatwienia użyliśmy gotowej bitej śmietany), rozprowadzamy po wierzchu ciasta, posypujemy kawałkami czekolady.

Chocolate chip cookies czyli najlepsze ciasteczka świata

Pamiętacie może ten odcinek "Przyjaciół", w którym Monika próbuje wydobyć od Phoebe przepis na najlepsze ciasteczka świata? To jest właśnie ten przepis! Tak, zabawne jest to, że przepis na opakowaniu chocolate chips jest w zasadzie identyczny, jak ten podawany przez Diane Roupe w swojej książce i ten, który amerykańskie babcie i mamy mają zapisany w swoich notatkach. Jest bardzo prosty, a ciasteczka zdecydowanie warte są zachodu.
Jedyny problem to... chocolate chips. Można pewnie zastąpić je pokrojoną w drobną kosteczkę (bok do 5 mm) czekoladą, ale radzę poszukać w sklepach z żywnością z różnych stron świata albo sprowadzić z USA, przecież każdy z nas zna kogoś, kto akurat tam jest. Te gotowe są przystosowane do pieczenia i nie spalą się ani nie wypłyną z ciasteczek, co może stać się z czekoladą.

SKŁADNIKI:
2 1/2 szklanki mąki*
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka soli
1 szklanka (230 g) miękkiego masła
3/4 szklanki białego cukru w tym 1/2 opakowania cukru waniliowego**
3/4 szklanki jasnego brązowego cukru
2 duże jajka
2 szklanki (340 g) semisweet*** chocolate chips
1 szklanka posiekanych grubo orzechów (pecany, orzechy włoskie, orzechy laskowe - do wyboru)


WYKONANIE:
Rozgrzewamy piekarnik do 190 st. C.
Przesiewamy do jednego naczynia mąkę, sodę i sól, mieszamy i odstawiamy.
W dużej misce lub misce miksera umieszczamy masło i wszystkie rodzaje cukru, miksujemy lub ucieramy na krem. Dodajemy jajka, po jednym. Dodajemy porcjami mąkę i miksujemy tylko aż uzyskamy jednolitą masę. Wtedy dodajemy chocolate chips i orzechy, łyżką rozprowadzamy je równomiernie w cieście.
Na blasze piekarnika rozkładamy papier do pieczenia. Ciasto rozkładamy po 1 łyżeczce (płaskiej!!!) w odstępach co 5 cm. Wtedy ciasteczka będą miały odpowiedni rozmiar i nie posklejają się. Ta jedna łyżeczka może wydawać się niewielką ilością, ale ciasto bardzo rośnie! Pieczemy ciasteczka ok. 8-10 minut, tylko do lekkiego zarumienienia się.
Po wyjęciu będą jeszcze miękkie, więc układamy je na płaskiej powierzchni aż wystygną - wtedy twardnieją i można przełożyć je do puszki, słoja czy innego opakowania.

Proporcje na ok. 84 ciasteczka.


Zamiast orzechów można użyć potłuczonych cukierków M&M's :)

* od mąki sporo zależy przy tych ciasteczkach, jak i przy innych wypiekach; na mące znajdują się numery, np. 450, 500, 650. Im mniejszy numer, tym szlachetniejsza. Częściowo pokrywa się to z wielkością ziarenek mąki (ale tylko częściowo). Im większe ziarenka mąki (największe ma krupczatka, a tuż przed nią - mąka tortowa), tym bardziej mąka nadaje się na ciasto, a mniej na pierogi czy kluski. Do ciast i ciasteczek stosuję często pół na pół mąkę krupczatkę lub tortową z jakąś drobniejszą mąką.
** może by też pure vanilla extract
*** odpowiednik naszej czekolady deserowej